dzięki uprzejmości:

Reklama

 

Czy na pewno dorosłe? Czy o dorosłości człowieka świadczy jedynie jego wiek metrykalny? Jak to jest z dorosłymi dziećmi alkoholików? Tak często perfekcyjne w swoim zachowaniu, konsekwentne w dążeniu do osiągnięć, odporne na przeciwności, godne zaufania, z predyspozycjami do ról społecznych, w których wielu innych nie potrafiłoby się odnaleźć.

 

Pozornie pewni siebie dorośli… Żelaźni Rycerze z poranionymi sercami. Dorośli o inteligentnych oczach, rysach twarzy żłobionych dojrzałością. Poznali życie od momentu, w którym miało być dla nich beztroską, zabawą, schronieniem w silnych i opiekuńczych ramionach rodziców. Już wtedy byli niczym dorośli, nauczeni zasad rodzinnego współżycia gwarantującego przetrwanie. Dorosłe dzieci z wiecznym dzieckiem wewnętrznym. Tym pozostawionym sobie samemu, bez właściwych wzorców, drogowskazów, kierunków.

 

Przetrwało w świecie chaosu, samo – nieraz bolesną metodą prób i błędów wypracowało sobie drogowe znaki, uczyło się kierunków. Wciąż niedostosowane, inne, obce. Pełne poczucia zagrożenia. Wciąż czujne. Rzucone we wrogi świat rówieśników, często trzymające się na uboczu. Obserwujące, niepewne siebie. Czuło i uważało się za inne, niedostosowane. Lepiej mu było w swoim towarzystwie, świecie własnych fantazji, wyobrażeń. Trudno mu było dostosować się do grupy. Nadwrażliwe, może uległe lub agresywne. Wypracowało sobie chore sposoby funkcjonowania w zaburzonym świecie rodziny – te sposoby przeniosło w życie dorosłe. I chociaż w pełni zorganizowane, dobrze funkcjonujące w stresie, radzące sobie z silnymi emocjami – to zupełnie zagubione w samym sobie, relacjach z najbliższymi, z niewłaściwym stosunkiem do autorytetów, wartości. Skłonne do kompulsywnych zachowań, uzależnień. Podatne na zranienia, często karzące samo siebie, by zadośćuczynić winom niepopełnionym.

 

Dorosłe Dzieci Alkoholików. Zastępowali w rodzinie ojca czy matkę. Dorośli w wieku kilku czy kilkunastu lat. Przeżyły swoją dorosłość, gdy miały być noszone na rękach i przytulane. To one przytulały, chodziły i wylewały alkohol. One skrywały, pouczały, tłumaczyły, kłamały dla rodziny. To one zasługiwały na miłość, uwagę, dobre słowo. To one chciały być takie, by dla nich kochany rodzic przestał pić.

 

A jeśli nie przestał? Umarły wewnętrznie. Zatrzymały się na etapie walki i błagania o uwagę, docenienie i miłość. Wołały wtedy swoim życiem, ale ich nie usłyszano. Dorosły. Założyły zbroję, by już ich nie zraniono. Powiedziały, że nigdy nie staną się tacy jak rodzice. Ale często nie umiały być nikim innym, bo sobą przecież nie były. Ich tożsamość nie ukształtowała się – stopiona patologia rodziny.

 

Nie chciały pozwolić, by je zraniono – same zaczęły ranić siebie lub innych. Nie chciały, by znów je porzucono – same porzucały siebie lub tych, którzy ich pokochali. Strach przed opuszczeniem był silniejszy niż więzi. Pewność, że nie zasługują na miłość głębszą niż nadzieje na nią. Walka o byt mocniejsza niż partnerstwo. Zachować status quo – ważniejsze niż współpraca.

 

Dorosłe Dzieci Alkoholików. Błędni Rycerze w ciężkich zbrojach, by chroniły ich przez światem. Błędni Rycerze uwięzieni swoim dzieciństwem. Walczą z wiatrakami traumatycznych przeżyć, by na zawsze uchronić się przed nimi. Nie rozumieją, że aby się od czegoś uwolnić, należy się z tym zmierzyć.

 

* * *

Pamiętam, kiedy byliśmy jeszcze mali, pierwszą poważniejszą awanturę po Twoim wypiciu. Słyszeliśmy, jak kłócicie się z mamą. Słyszeliśmy, jak potem klniesz, odgrażając się, że będziesz pił dalej, że na jednej się nie skończy. Nie skończyło się.

 

Pamiętam, jak chciałeś wracać do ludzi, z którymi piłeś, i mama zamknęła drzwi od sieni. Ponieważ miały szyby, które można było zbić – nie zatrzymało Cię to.

 

Pamiętam, jak mama – po którymś z kolei Twoim pijanym powrocie do domu – zabrała nas z domu do babci. Na drugi dzień przyszedłeś, żeby ją przeprosić. Nie wierzyła Ci, ale wróciła.

Pamiętam, jak ciężko było Ci cokolwiek powiedzieć, gdy byłeś pijany – jak często wtedy słyszeliśmy „nie” i „g…o mnie to obchodzi”.

 

Pamiętam nieznośny humor, w którym byłeś, kiedy potrzebowałeś pić więcej. Wracałeś do domu, nie pasowało nic, o coś trzeba było zrobić awanturę, by móc pójść pić dalej. To było chyba najgorsze. Kiedy wracałeś ululany, można było liczyć na to, że położysz się spać bez większych problemów. Ale zdarzały się często te humory, w których po powrocie do domu trzeba było natychmiast ze wszystkimi zrobić porządek. Bezsensowne, przypominające przesłuchania rozmowy.

 

Więcej w książce: Zakuci w kajdany – Katarzyna Bosowska