rekolekcje ignacjańskie (9)

W dzisiejszych czasach trzeba walczyć o ciszę. W pracy, samochodzie, mieszkaniu ciągle coś huczy. Wracając do domu puszczamy radio, spotify, muzykę z youtube… Cokolwiek, byle grało. Nawet przebywając z bliskimi dodatkowo włączamy telewizor.

Jakie to uczucie spędzić pięć dni w totalnej ciszy? Bez rozmów, radia, telewizji? Co można usłyszeć? Czego można się o sobie dowiedzieć? Boisz się ciszy czy za nią tęsknisz?

W styczniu pozwoliłam sobie na doświadczenie totalnej ciszy. Pojechałam na ignacjańskie ćwiczenia duchowe, by pomedytować, pomodlić się i wsłuchać w swój głos. Bez bodźców zewnętrznych, kontaktów z bliskimi, stymulatorów. Nie miałam większych oczekiwań ani pytań. Dostałam za to całą masę odpowiedzi.

Wpis powstał dwa tygodnie po powrocie z rekolekcji. Chciałam dać sobie czas na przetrawienie i zrozumienie wszystkich nauk. Pewnie jeszcze przez długi czas będę doświadczać siłę tamtych dni i znajdywać nowe wskazówki. Na ten moment dzielę się z wami lekcjami, które udało mi się do tej pory rozpoznać.

Celowo nie dzielę tekstu na punkty oraz nie dodaję podtytułów. Warto go potraktować jako całość. Mam wielką nadzieję, że znajdziesz w nim coś dla siebie. Jeśli uznasz, że post jest wartościowy lub wiesz, że jest ktoś, kto chciałby go przeczytać – proszę poślij go dalej.

Cisza jest tym dla duszy, czym sen dla ciała

W ciszy jest łatwiej usłyszeć swój głos i zobaczyć, co liczy się najbardziej.

Po przekroczeniu progu domu rekolekcyjnego najbardziej przerażał mnie fakt, że za chwilę będę musiała wyłączyć telefon i odłożyć go na półkę na całe pięć dni. Jeszcze przed „wejściem w ciszę” mieliśmy z kolegami i koleżankami pół godziny na rozmowę i poznanie się. Pamiętam jak strasznie przeżywałam, że będę odłączona od świata! Gdy teraz o tym myślę, głośno się śmieję.

Największym wyzwaniem okazało się przebywanie w ciszy, bo skłaniało ono do wędrówki w najciemniejsze zakamarki duszy. Wyciąganie nieprzepracowanych problemów, urazów, pranie brudów nie było przyjemnym zajęciem. W gruncie rzeczy było ono strasznie męczące.

Każdy dzień wyglądał podobnie. Medytacja od 7:00 do 8:00, następnie śniadanie, konferencja, kolejna medytacja, obiad, rozmowa z kierownikiem duchowym, medytacja, czas na spacer, adoracja, kolacja, konferencja.

Rozmowy z kierownikiem duchowym trwały 15 minut dziennie. Mimo, że był to krótki czas, dla mnie okazał się najbardziej bogatym w przemyślenia. Pamiętam, gdy pewnego dnia mój prowadzący zapytał mnie czy udaje mi się tu odpocząć. Dla mnie nie było mowy o odpoczynku. Jak wspomniałam obnażanie prawdy o nas cholernie męczy. Cały dzień przypominasz sobie najszczęśliwsze i najbardziej bolesne momenty życia. Dostrzegasz co się ogranicza, blokuje. Jak można tu mówić o odpoczywaniu? To jest katorga! Ale warto zdecydować się na to cierpienie.

rekolekcje ignacjańskie (3)

Najpierw jest miłość. Do siebie.

Kochaj bliźniego jak siebie samego… Co to właściwie znaczy? Kochaj innych tak samo mocno, jak kochasz siebie. A co, jeśli siebie nie kochasz albo nie lubisz? Jak masz traktować innych skoro ciągle się obwiniasz, nie dostrzegasz swojego piękna, siły, potencjału? Jak masz to zauważyć u obcych ludzi?

Lubię siebie. Znam swoje mocne strony. Uważam, że zasługuję na najwspanialsze rzeczy. Jednak przez długi czas łapałam się na tym, że poszukiwałam aprobaty drugiego człowieka. Pragnęłam usłyszeć, że jestem ważna, potrzebna, mądra, ładna. Łaknęłam walidacji i tęskniłam za nią. Przecież tak fajnie jest być pochwaloną. Czas spędzony z Panem Bogiem w ciszy pozwolił mi zrozumieć, że jestem całością. Taka jak tu stoję, jestem wystarczająca. Nie muszę nikomu niczego udowadniać. Nie muszę sobie niczego udowadniać. Choć miło jest usłyszeć, że dla kogoś się liczysz, to najpierw trzeba to usłyszeć od siebie. Dziś to rozumiem, choć nie twierdzę, że będę zawsze o tym pamiętać. To proces, który będzie trwał przez długi czas. Łatwo zapomnieć o tym, że jesteśmy dobrzy i potrzebni.

A wystarczy… Wystarczy pokochać siebie.

Prawdziwa miłość siebie polega na najpierw pełnej akceptacji swojego życia takim, jakie jest w danej chwil. Tu i teraz. Nie jakie było wczoraj, albo będzie jutro. Pełna akceptacja poprzez odrzucenie niechęci, zgorzknienia, rezygnacji.

We wrześniu trafiłam na książkę Relax More, Try Less. Znalazłam w niej jedno krótkie ćwiczenie, które na początku było szalenie trudne do wykonania. Miałam spojrzeć rano w lustro i powiedzieć do siebie „kocham cię” albo „kocham siebie”. Autor zapewnił mnie, że w pierwszych dniach będzie mi się to wydawać głupie, próżne i trudne… Tak też było. Czy ja naprawdę siebie kocham? – pytałam swojego odbicia.

Następnie miałam usiąść na podłodze, oprzeć plecy o ścianę i puścić fragment muzyki instrumentalnej, który dobrze mi się kojarzy. Przez siedem minut musiałam powtarzać na głos „kocham siebie” i uśmiechać się. Z każdym dniem szło mi lepiej i z każdym dniem coraz bardziej sobie wierzyłam. Nastąpiła we mnie taka transformacja, że gdy widziałam się przypadkiem w szybie samochodu czy witrynie sklepowej uśmiechałam się do siebie i mówiłam na głos „kocham cię”. I wierzyłam w te słowa.

Nie minęły dwa miesiące, a ja zdążyłam o nich zapomnieć. Spotkanie żywego Boga w medytacji sprawiło, że poczułam tę miłość i akceptację silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Odczuwam ją do tej pory. Codziennie. Jakbym chodziła po chmurach. Wierzę, że im częściej będę poświęcała Jemu swój czas, tym mocniej będę kochać siebie i innych.

rekolekcje ignacjańskie (8)

Im bardziej siebie kochasz, tym przyciągasz więcej ludzi, którzy kochają cię tak, jak na to zasługujesz.

Im bardziej siebie kochasz, tym podejmujesz więcej decyzji przemieniających cię w osobę, którą aż chce się kochać.

Im bardziej siebie kochasz, tym bardziej jesteś wolna. Masz większą siłę i ochotę do tworzenia.

Im bardziej siebie kochasz, tym mniej przejmujesz się opinią innych.

Wierząc, że jesteś nic nie warta na twojej drodze pojawią się ludzie i sytuacje, które tylko to potwierdzą.

Wierząc, że jesteś silna i ważna na twojej drodze pojawią się ludzie i sytuacje, które tylko to potwierdzą.

Kochanie siebie jest wyborem. Im częściej praktykujesz tę miłość, tym bardziej naturalna się staje.

Czytając książkę o ćwiczeniach duchowych św. Ignacego natknęłam się na zadanie, które polegało na wypisaniu swoich 10 ulubionych cech. Trzy pomysły przyszły natychmiastowo. Nad resztą musiałam się zastanowić dłuższą chwilę. Co ciekawe stworzenie listy wad byłoby zdecydowanie prostszym zadaniem. Spróbuj teraz wymienić 10 zalet. Ile z nich natychmiast przychodzi ci do głowy?

Możesz pójść dalej i wypisać rzeczy, które udało ci się osiągnąć w ubiegłym roku. Przypominać sobie miesiąc za miesiącem. Jak wygląda twoja lista? Całkiem nieźle, prawda? Wróć do momentu sprzed osiągnięcia tych rzeczy. Czy wierzyłaś, że odniesiesz sukces? A co się stało, gdy dopięłaś swego? Świętowałaś?  Zatrzymaj się na chwilę i zobacz, jak wiele zrobiłaś. Gdy przestaniesz wierzyć w powodzenie swoich działań wróć do tej listy i odnajdź w niej swoją siłę.

Miłość jest sekretem dobrego życia. Gdy kochasz każdy moment, relację, doświadczenie, życie smakuje lepiej.

rekolekcje ignacjańskie (1)

Jeżeli człowiek uwierzy do końca, że w oczach Boga posiada nieskończoną wartość, wówczas nie będzie odczuwał potrzeby potwierdzenia swojej wartości u innych. Po tym jak zrozumiałam, jak wielka jest miłość Boga do mnie, mimo moich słabości i wad i jak ważne jest to, bym siebie w pełni akceptowała i kochała przeszłam naturalnie do miłości, jaką darzę innych.

To był chyba najtrudniejszy moment całych rekolekcji. Tu dostrzegłam jedną z moich największych słabości. Oczekuję miłości od innych, jednocześnie nie dając jej od siebie. Nie jest tak w każdej relacji (zazwyczaj nie z mężczyznami, bo w tych przypadkach tracę głowę i zrobię wiele), lecz zdarza się w relacjach z moimi najbliższymi.

Jedna z rozmów z kierownikiem duchowym już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Powiedział mi wtedy te słowa: „najpierw jest miłość, potem nawrócenie”. Co to oznaczało dla mnie i mojej relacji z mamą?

Moje kłopoty z mamą wynikały w dużej mierze z tego, że nie otrzymywałam od niej miłości. Dlaczego więc miałabym ją jej dawać?  – myślałam przez długi, długi czas.

Najpierw trzeba przebaczyć. Ja zrobiłam to lata temu. Nikt nie jest idealny i byłam tego świadoma. Nawet nasi rodzice, którzy mają stanowić dla nas wzór. Przebaczenie tym, którzy nas dotknęli lub skrzywdzili uwalnia nas i leczy w najbardziej doskonały sposób. Od tego zaczyna się miłość.

Co jest największym darem, jaki możemy dać drugiemu człowiekowi? Okazało się, że jest to bezwarunkowa akceptacja – przyjęcie człowieka takim, jakim jest.

Kierownik duchowy szybko naprowadził mnie na dobre tory. Oczekujesz miłości, a czy sama ją dajesz? – zapytał. To było takie proste. Że wcześniej nie potrafiłam tego dostrzec? Tego wieczoru napisałam do mamy list. Chyba pierwszy w życiu. Płakałam przy nim jak bóbr. Prawdę mówiąc nawet teraz kręci mi się łezka w oku, jak o tym myślę.

Nie miałyśmy kontaktu przez miesiąc. Rozstałyśmy się w sprzeczce. Wysłałam ten list smsem, gdy tylko włączyłam telefon ostatniego dnia rekolekcji. Odpowiedź była natychmiastowa. Pewnie nie zdziwicie się, gdy powiem wam, że nasze relacje uległy wspaniałej przemianie.

I choć nigdy nie usłyszałam słowa przepraszam, to przestałam na to czekać. Należy wybaczać. Tyle możemy zrobić. Bez oczekiwań i stawiania warunków.

Gdy wróciłam do domu zadzwoniła do mnie koleżanka. Smuciła się, że jej chłopak nie prawi jej komplementów, nie dostrzega jej urody, starań. Automatycznie zapytałam ją: a ty? Ty mówisz mu miłe rzeczy? Nie… – odpowiedziała.

To zacznij i zobacz co się wydarzy :).

rekolekcje ignacjańskie (2)

W tak krótkim czasie ujrzałam swoje błędy, krzywdy, które wyrządzili mi ludzie i które ja wyrządziłam innym. Co jeszcze zrozumiałam? W świecie bez cierpienia nie można byłoby się rozwijać, oddać w imię miłości. Grunt to umieć nadać sens cierpieniu. Czy radość byłaby przeżywana przez nas tak intensywnie, gdyby cierpienie nie istniało? Gdyby radość towarzyszyła nam w każdej sekundzie życia? Prędko by nam spowszedniała. Paradoksalnie tym silniejsi i radośniejsi jesteśmy, im więcej przeżyjemy cierpienia. Dotarłam do punktu, w którym zrozumiałam, że każde wydarzenie, nawet to najtrudniejsze, jest ważne, bo daje nam możliwość duchowego wzrostu. Gdy cierpimy, ciężko jest nam zauważyć sens w przykrych zdarzeniach, jednak z biegiem czasu staje się on bardziej wyraźny.

Przed „wejściem w ciszę” każdy uczestnik wstał, przedstawił się i podzielił tym, dlaczego tu jest. Sporo osób, powiedziałabym, że większość przyjechała na ćwiczenia duchowe, by odnaleźć swoją życiową drogę, misję, powołanie.

Choć mam ogólny zarys tego, co chcę robić w życiu, to byłam otwarta na wszelkiego rodzaju podpowiedzi, które mogły się pojawić podczas ćwiczeń.

Na wstępie musiałam odrzucić głos rozsądku, który we mnie tkwił. Głos, który ostrzegał i powstrzymywał przed życiem w zgodzie ze sobą. Głos otoczenia, znajomych, rodziny, nauczycieli. Choć te rady są często wypowiadane w dobrej wierze, to, aby żyć autentycznie trzeba odrzucić dźwięki, które tak głośno brzęczą. Należy je wyciszyć, by poznać misję, jaką przygotował dla nas Bóg.

Przestałam zastanawiać się nad tym, czy moje przemieszczanie się jest czymś złym. Otoczenie skutecznie próbowało mnie przekonać, że tak jest. Były to jednak osoby, które mnie tak dobrze nie znały. Dalsza rodzina oraz niektórzy z was (z całym szacunkiem ;)). Obdzwoniłam rodzeństwo i zapytałam je: jak sądzicie, dlaczego podróżuję? Ani moje siostry, ani brat nie powiedzieli mi, że dlatego, że jestem zagubiona, nieszczęśliwa czy uciekająca od życia. Jednogłośnie oznajmili, że robię to, bo to kocham. Najbardziej na świecie. Nie mylili się :).

rekolekcje ignacjańskie (5)

Bóg wymaga od nas współtworzenia świata. Zapytaj siebie: jak możesz podarować siebie innym? Jak twoje talenty mogą pomóc innym? Jak możesz je wykorzystać? Spełniać swoje pragnienia a jednocześnie służyć? Wolność jest nierozdzielnie związana z miłością. Im pełniej ją doświadczamy poprzez dawanie i przyjmowanie, tym bardziej jesteśmy wolni.

Powędrowałam myślami do tego bloga. Po co go piszę? Podczas medytacji w ciszy zrozumiałam, że nie piszę go dla siebie. Gdyby tak było zapisywałabym teksty w pamiętniku, po czym chowałabym go do szuflady. To jest wasze miejsce. Pewnie zauważyliście, że moje ostatnie posty są bardziej osobiste i szczere. Wystawiam swoje serce na ryzyko, ale sprawa jest tego warta. Wystarczy, że wyciągniecie z tych tekstów choć jedną dobrą rzecz, a będę szczęśliwa. Już jestem :). Na rekolekcjach usłyszałam: gdy tryśniesz radością, akceptacją siebie i Bożą miłością inni trysną, zainspirowani Twoim przykładem. Żyj swoją prawdą.

Byłam bardzo (mile!) zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że jedna z was po przeczytaniu tekstu „Co do cholery zrobić ze swoim życiem?” nie poszła na egzaminy, zrezygnowała ze studiów, których nienawidziła i zapisała się na dziennikarstwo. Dziś pracuje jako PR-owiec w stowarzyszeniu pomagającym osobom starszym i jak sama napisała – jest szczęśliwa. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak dużą moc mają moje słowa. Ważne, że pozytywną! 🙂 W ramach podziękowania chciała zrobić korektę mojej książki całkowicie za darmo. Oczywiście nie mogłam się na to zgodzić, bo jest to przecież jej wolny czas. Było to jednak szalenie miłe.

rekolekcje ignacjańskie (7)

W czasie rekolekcji mówiliśmy też, a raczej słuchaliśmy (bo mówić nie było wolno) o życiu w teraźniejszości. Jutro nigdy nie nadchodzi. To, co mamy jest tu i teraz. Prosta prawda, o której zdarza nam się zapominać. Pełne doświadczanie teraźniejszości jest esencją życia i pozwala osiągnąć upragnioną harmonię. Co jeszcze daje ogromne szczęście? Wdzięczność. Dlatego modlitwę rozpoczynam od podziękowania Bogu za to, co mi dał. Dziękuję za życie, za rodzinę, w której się urodziłam, miasto, w którym się wychowałam, za swoje ciało, talenty, doświadczenia, upadki, lekcje. Po kolei. Patrząc wstecz dostrzegam, że wszystko, absolutnie wszystko w moim życiu zdarzyło się po coś. Oczywiście przychodzą dni, kiedy mam kiepskie samopoczucie i nic mi się nie chce. Wtedy warto siebie zapytać: co sprawia, że moje samopoczucie nie jest najlepsze? Co muszę odrzucić, albo co przyjąć, bym w tym momencie była szczęśliwa na 100%? W czasie rekolekcji sporządziłam listę rzeczy, które muszę robić codziennie, by czuć się dobrze.

Jakie są najczęstsze przyczyny mojego kiepskiego samopoczucia? Kiedy nie czuję się na 100%?

Gdy nie piszę. Więc pisz.

Gdy brakuje mi czasu na rozmowę z rodziną. Tworzę ten czas. Rozmawiam codziennie z przynajmniej jedną osobą z mojej rodziny.

Gdy nie zorganizuję czasu na medytację bądź modlitwę. Wyznaczam na to czas w ciągu dnia.

Gdy nie dbam o swoje ciało. Więc ćwiczę.

Dbając o ducha (modlitwa), ciało (ćwiczenia), serce (rodzina) i głowę (pisanie, kreatywność) odnajduję harmonię.

Mój współlokator powiedział mi ostatnio bardzo miłą rzecz:

– Nadia, wiesz co najbardziej w Tobie lubię? Że masz ogromne pragnienie stawać się lepszym człowiekiem. Każdego dnia. Podajesz mi kawę z ładniejszą pianką, choć wiem, że masz na nią ochotę. Gdy po wspólnym treningu jedyne o czym marzę to prysznic, udostępniasz mi tę lepszą łazienkę, a sama idziesz do gorszej. Możesz pomyśleć, że to drobnostki, ale nie pozostają niezauważone. Widzisz swoje błędy z przeszłości i pragniesz je naprawiać. Nie pozostawiasz otwartych ran. Oczyszczasz relacje z tymi, którzy cię dotknęli, albo ty ich. Ciągle myślisz, gdzie można by jeszcze coś naprawić.

rekolekcje ignacjańskie (11)

Dlaczego warto? 

To było pięć dni konfrontacji i poszukiwania odpowiedzi na trudne pytania. Gdzie osiadłam na stałe? W czym się zakotwiczyłam? W lęku czy w miłości? Jakie uczucie towarzyszą mi każdego dnia? Strach przed jutrem czy zaufanie? Wiele elementów ćwiczeń jest podporządkowanych temu celowi, by jasno ujrzeć i rozpoznać własną nieprawdę, lęki, zniewolenie, kłamstwo, przejawy egoizmu. Ten trudny czas przyniósł owoce. Praca nad sobą nie zakończyła się z dniem zamknięcia rekolekcji. Jest to praca już do końca moich dni.

Możemy czytać o niezwykłych przeżyciach i naukach, a możemy doświadczyć tego na własnej skórze. To, co sami odkryjemy jest o wiele cenniejsze, niż to, co przeczytamy lub obejrzymy. Polecam wam zapisać się na ćwiczenia lub po prostu poświęcić choć 10 minut dziennie na przebywanie w kompletnej ciszy.

W ciszy nie tyle szukamy, ile dajemy się odnaleźć. Milcząc, godzimy się na wolę Tego, który w ciszy mówi najgłośniej.

Anna Bandura