Posłaniec 

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, zwana w Polsce Zielonymi Świętami, lub Zielonymi Świątkami, to w tradycyjnej kulturze ludowej pora pradawnych obrzędów agrarnych, pasterskich i wegetacyjnych. W tradycji chrześcijańskiej obchodzona jest 50 dni po Zmartwychwstaniu Pańskim jako ukoronowanie i zakończenie okresu wielkanocnego.

 

Jeszcze w początkach ubiegłego stulecia święto to trwało trzy dni: od niedzieli do wtorku. Od niepamiętnych czasów towarzyszyły mu przedchrześcijańskie zwyczaje i wierzenia, związane z porą wiosennego zrównania dnia z nocą (21 marca), zaliczane, podobnie jak obrzędy w dniu św. Jana Chrzciciela (24 czerwca), do najstarszych euroazjatyckich rytuałów sprawowanych na cześć słońca i wody – podstawowych sił życiodajnych, kreujących przyrodę.

Powszechnym zwyczajem było palenie w Zielone Święta ognia – symbolu słońca, uważanego przez Słowian za święte. W przeszłości miał on ogrzewać dusze przodków, a także przez magiczną moc płomieni, ochraniać przed złem zasiewy i zwierzęta hodowlane. W chrześcijaństwie palone podczas świąt ogniska łaczono z płomieniami Ducha Świętego zesłanego na apostołów.

Jeszcze u progu XX wieku tak pisał o Zielonych Świętach kronikarz polskiego obyczaju Zygmunt Gloger: Gdy się ściemni w wieczór Zielonych Świątek, wychodzą wszyscy w pole. Parobczaki układają z chróstu stos ogromny, ale naprzód obchodzą z pochodniami miedze swych pół, a potem zapalają sobótkę, muzyka gra, strzelają, tańczą koło ognia i skaczą przezeń. Gdy się sobótka dopali czynią znak krzyża świętego nad ogniskiem.(…) Wiele bowiem starożytnych lechickich zwyczajów składających się niegdyś na uroczystości wiosenne rozpoczynające każde Nowe Lato przyłączył naród do święta kościelnego obchodzonego w tej samej porze roku.

Już źródła średniowieczne wspominają, iż okres Zielonych Świąt obfitował w tłumne, nierzadko gorszące zabawy, przeciw którym Kościół wielokrotnie występował. Odbywały się one zwłaszcza w miejscach dawnych pogańskich kultów. Jednym z nich była Łysa Góra w Górach Świętokrzyskich. W 1468 roku król Kazimierz Jagiellończyk, uwzględniając prośbę świętokrzyskiego opata, zakazał tutaj zgromadzeń w święto Zesłania Ducha Świętego. Pół wieku wcześniej kaznodzieja krakowski Jan ze Słupca gorszył się, że tańczą podczas Zielonych Świątek niewiasty, śpiewając pieśń pogańską, zaś w statucie synodu krakowskiego z roku 1408 czytamy o odprawianych wtedy pogańskich obrzędach. Także kronikarz Jan Długosz w swych Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego wspomina o trwających przez dwa dni Zielonych Świąt nieobyczajnych pogańskich igrzyskach.

W tradycji ludowej Zielone Święta to przede wszystkim pożegnanie wiosny i powitanie lata, święto rolników i pasterzy. Od wieków ubierano wtedy domy gałązkami drzew liściastych, głównie buka, brzozy, lipy i witkami modrzewia. Przystrajano tak odrzwia, okna, bramy i furtki prowadzące do zagrody, a nawet płoty i studnie. W niektórych regionach podłogę w domu wyściełano pędami tataraku wierząc, że opuszczą go wszelkie szkodniki, insekty i… złe czary. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpusty.

W Zielone Święta gospodynie wypędzały bydło na pastwiska przed wschodem słońca wierząc, że dzięki temu krowy będą dawały dużo mleka i aż do późnej jesieni nie zabraknie im paszy. W Polsce centralnej, w niedzielę wieczorem odbywały się pasterskie uczty i zabawy, często połączone z “wyzwolinami“ – obrzędem inicjacyjnym, podczas którego przyjmowano początkujących opiekunów stada do grona starszych, doświadczonych pasterzy.

 

Urządzano też wybory pasterskiego króla i królowej oraz tzw. wołowe i końskie wesela, czyli pochody z wołem lub koniem przybranym w kwiaty, wieńce, wstążki.

W Polsce południowej wieczór drugiego dnia Zielonych Świąt był do niedawna porą palenia sobótkowych ogni. O zmroku w sąsiedztwie pastwisk i pól uprawnych zapalano ogniska, używając drewna drzew i krzewów, którym przypisywano właściwości magiczne, zwłaszcza ochronne. Płonęły więc gałęzie jałowca, jodły, świerka, tarniny, czasem także pęki wysuszonej pokrzywy i ostów. Istniało przekonanie, że dym i płomień sobótkowych stosów zapobiega gradom, a popiół rozsypany po polach zapewnia lepszy urodzaj. Żeby każda uprawa mogła mieć kontakt z życiodajnym płomieniem chłopcy obiegali obsiane zbożem zagony z pochodniami lub z płonącą gałęzią, wykrzykując:


Opal Boże moje zboże! Źrej zytko na nowe latko! / A pszenicka dla konicka / a dla złego nic. Na Podgórzu Rzeszowskim obchodzono z pochodniami miedze pól recytując groźbę – zaklęcie: Święć się, święć!

 

Uciekaj śmieć!/ Uciekaj, śmieciu, bo cię będę święcił!/ Uciekaj kąkolu, bo cię będę smolił! Skakano też przez ogniska w przekonaniu, że skoki te zapewnią siłę, zdrowie i oczyszczenie grzechów (sic!).

 

Z kolei pasterze przepędzali wokół ognisk, a czasem także przez ich dym i gorący popiół, bydło, żeby było zdrowe, odporne na czary i choroby.

Jeszcze w okresie międzywojennym ogniska paliła przede wszystkim młodzież obojga płci, urządzając przy nich zabawy z muzyką i tańcami. Obecnie sobótki palą głównie dzieci, a także zespoły folklorystyczne, traktując dawny obrzęd jako regionalne widowisko. Niestety coraz częściej stosy żywicznych, pachnących gałęzi zastępują zużyte opony, które dają jasny i wysoki płomień; zgodnie z tradycją sobótkowe ognisko musi być okazałe.

Na polskim i słowackim Spiszu, a częściowo także na Orawie, znany był zwyczaj stawiania i ogrywania mai. W Zielone Święta, nocą z soboty na niedzielę (czasem także z ostatniego kwietnia na 1 maja), młodzież męska ustawiała przed domami dziewcząt maje, moje, mojki. Były to wierzchołki drzewek lub pęki gałęzi umocowane na szczycie wysokiego drąga, ubrane barwnymi wstążkami. Maje stawiano też często koło kościoła lub po środku wsi. W pierwszy dzień Zielonych Świąt kawalerowie wędrowali od domu do domu z muzyką, a przy postawionych majach tańczyli z dziewczętami. Wieczorem przy głównym maju we wsi odbywała się zabawa taneczna. W niektórych wsiach jeszcze do połowy XX wieku zachował się też zwyczaj umieszczania przy domu panny o nienajlepszej reputacji słomianego wiechcia zamiast zielonego drzewka. Taki rodowód ma najprawdopodobniej przysłowie: Na Zielone Świota wstydzom sie dziwconta – echo potęgi sankcji społecznej, zjawiska prawie zupełnie już nieznanego współczesnym anonimowym zbiorowościom.

W niektórych regionach, we wtorek po nabożeństwie wyruszała procesja, która obchodziła granice pól. Zatrzymywano się przy mijanych przydrożnych kapliczkach przystrojonych z tej okazji gałęziami i kwiatami, prosząc Stwórcę o dobre urodzaje i zachowanie od klęsk żywiołowych.

Od 1931 roku Zielone Święta stały się w Polsce świętem ruchu ludowego szczególnie “pielęgnowanym“ po II wojnie światowej, w czasach komunizmu, jako świecka uroczystość mająca zastąpić obchody kościelne.