Reklama

Gdyby jakiś etnolog spróbował zrekonstruować życie ludzi końca XX wieku na podstawie pism młodzieżowych, musiałby stwierdzić, że było ono „nieustającą balangą”.  Czy dać się wciągnąć w wir „teatru życia codziennego”, który kusi medialnymi hasłami typu: idź na całość, rób co chcesz, daj sobie szansę, które zachęcają do pogoni za tym co nowe, modne, wygodne, przyjemne itp. czy też słuchać „starych” autorytetów.

 

 

Nietrudno zauważyć, że polska młodzież jest bardzo mocno skierowana ku trendom pochodzącym z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Przejawia się to na różne sposoby:

  1. przejmowanie języka angielskiego i jego swoiste „spolszczanie”. Takie zwroty, jak „dżezi”, „trendy”, „cool” czy „oldskul” weszły już na dobre do potocznego języka;
  2. przejmowanie sposobu ubierania się i zachowania. Nasi nastolatkowie ubierają się jak ich idole z zachodu i naśladują różne subkultury związane głównie z trendami muzycznymi. Wystarczy wymienić choćby hip-hopowców, młodzież emo czy skate’ów. Liczą się głównie markowe ciuchy z zachodu, a jeśli ktoś nie nadąża za najnowszymi trendami może szybko otrzymać etykietkę „wsióra” i „buraka”;
  3. konsumpcyjne nastawienie do świata. Młodzież dąży do czerpania jak najwięcej z dobrodziejstw współczesnego świata, gdyż to pozwala im uwolnić się od szarzyzny i obowiązków codzienności. Chodzi tu głównie o takie dobra, którymi można się pochwalić przed innymi, nabyć wartości w oczach innych, zdobyć uznanie grupy itp.;
  4. traktowanie życia jako zabawy, w której liczy się natychmiastowość, maksymalizacja doznanych przeżyć a zanika odpowiedzialność.

 

Znany socjolog Jacek Kurzępa bardzo dosadnie pokazuje ten zwrot młodzieży ku lansowanym trendom zachodnim. Pisze on tak: „Młodzi zakleszczeni w świecie szarzyzny i siermiężności prowincji, naszej „swojskiej polskości”, wybiegają na spotkanie kuszącego świata z gorliwością odkrywców, co rusz zachwycając się nowymi doznaniami. Najpierw konfrontują to, co nasze, z tym, co obce, będąc w zasięgu wzroku. Niekiedy dzięki telewizji satelitarnej do ich pokoju wkracza rzeczywistość pulsujących lamp stroboskopowych, życia gwiazd popkultury, nowej mody i tego, co jest stylowe, a co już nie. Z czasem wystarczy podpatrzone wzorce przenieść na szkolną dyskotekę, do repertuaru własnych gestów, zachowań lub słów”.

 

Młody człowiek staje więc dzisiaj przed dylematem: czy dać się wciągnąć w wir „teatru życia codziennego”, który kusi medialnymi hasłami typu: idź na całość, rób co chcesz, daj sobie szansę, które zachęcają do pogoni za tym co nowe, modne, wygodne, przyjemne itp. czy też słuchać „starych” autorytetów, którzy popierają raczej „być” niż „mieć”, uczą przywiązania do rodziny, tradycji, Boga, przekonują, że aby coś w życiu osiągnąć trzeba się wiele natrudzić, że nie można mieć wszystkiego. Najwyraźniej widać to na przykładzie szkoły, która jest miejscem ścierania się starego z nowym, młodzieży z dorosłymi i weryfikacji wartości – by posłużyć się określeniem Sykesa i Matzy – oficjalnych i podskórnych. Wartości oficjalne, konformistyczne, są związane z czasem pracy, nauki, z działalnością polityczną bądź społeczną. Wartości natomiast podskórne, to wartości związane z czasem wolnym od pracy (weekendy, wakacje, święta). Charakteryzują je zwroty językowe w rodzaju: „używać życia, ile wlezie”, „iść na całość”, „zaszaleć” itp. Z obserwacji życia szkolnego i pozaszkolnego wynika, że młodzież nazbyt akcentuje, a czasami nawet nieświadomie karykaturuje wartości podskórne społeczeństwa dorosłych, rozciągając nadmiernie czas zabawy.

 

Niebagatelną rolę odgrywają tu czasopisma młodzieżowe gloryfikujące zabawę i ukazujące życie jako niekończącą się prywatkę. Czasopisma te marginalizują zupełnie zagadnienie edukacji, pracy, trudu i wysiłku. W kontekście tej wszechogarniającej dążności do dostarczenia rozrywki Alina Petrowa-Wasilewicz zauważa, że gdyby jakiś etnolog spróbował zrekonstruować życie ludzi końca XX wieku na podstawie pism młodzieżowych, musiałby stwierdzić, że było ono „nieustającą balangą”.


Współczesny świat, bardziej niż kiedykolwiek, daje ogromną możliwość dokonywania wyborów. Młodzi ludzie mają szansę decydować o własnym losie z przekonaniem, że robią to samodzielnie, w poczuciu pełnej wolności, będąc wyposażonymi we wszelkiego rodzaju technologiczne gadżety, które stawiają ich w uprzywilejowanej sytuacji, ponad tradycją i autorytetami. To przekonanie sprawia, że próbują wszystkiego, bezkrytycznie i mało odpowiedzialnie, żeby niczego nie stracić, stając się jednocześnie niewolnikami własnych doznań. Jak zauważa Anna Frindt: „Młodzi ludzie na początku XXI wieku stają się już właściwie dziedzicami ‘tradycyjnej antytradycyjności’, która jednak wcale nie oznacza dla nich bezgranicznej wolności wyboru własnych wzorów, a wręcz przeciwnie – przynosi niepewność, zagrożenie i brak poczucia własnej tożsamości. Ten kalejdoskop nowych wzorów i stylów życia może bowiem powodować ograniczenie wolności przez to, że z żadnym z nich nie są oni w stanie tak naprawdę i do końca się zidentyfikować. Każdy z nich podejmuje fragmentarycznie wiele ról, które nie nakładają się jednak na spójny obraz osobowości. W efekcie młody człowiek staje się obcy sam dla siebie. Często z wielości obserwowanych wzorców wybiera tylko to, co aktualnie pasuje do jego sposobu życia, do środowiska, w jakim się znajduje, poza wszelkimi więziami i dotychczasowymi standardami życia, zgodnie z zasadą: wszystko jest dozwolone”.

 

Ponowoczesność charakteryzuje się żywiołowością, chaotycznością, asystemowością i nieracjonalnością. Swoboda, różnorodność i tolerancja powoduje, że każdy może być kim chce i jakim chce, a w globalnej wiosce może znaleźć sobie miejsce, gdzie będzie mógł „korzystać z szaleństwa bez lub w pasach bezpieczeństwa”. Ludzie młodzi chcą się odróżniać, chcą mieć swobodę w kreowaniu własnej tożsamości, podkreślaniu swojej indywidualności. Tymczasem ponowoczesny świat, który przez socjologów został nazwany McŚwiatem, dąży do homogenizacji wszystkich sfer życia ludzkiego. Wszelkie gusta, moda, usługi, standardy są dostosowane do wymogów przeciętności tak kreowane, by łatwo można je było poddać kontroli. W zasadzie nie trzeba dbać o własny rozwój, bo wszystko jest podawane na tacy, wystarczy tylko sięgnąć po to ręką. Można by rzec, że w zasadzie nie trzeba myśleć, bo wyborów dokonuje za nas reklama, która jest „protezą masowej wyobraźni, określającą zbiorowe marzenia, potrzeby, lęki” . Reklama weszła w obszar edukowania ludzi o istocie społecznych i indywidualnych wartości stając się najbardziej wyrazistą formą sztuki współczesnej. W efekcie trzeba stwierdzić, że to nie ludzie młodzi dokonują świadomych wyborów, ale raczej, że to oni są wybierani, jako grupa ludzi najbardziej podatna na eksperymenty i wszelkiego rodzaju doznania. Zachłystują się wytworami kultury młodzieżowej nie zauważając, że to nie oni sami są jej twórcą, a jedynie odbiorcą, konsumentem. To społeczeństwa konsumpcyjne wytworzyły rozbudowany system potrzeb otoczkowych i pozornych, nazywając ten wytwór kulturą młodzieżową, która naprawdę jest po prostu zyskownym interesem dla firm produkujących zaspokojenia, czyli ubiory, gadżety, instrumenty, sprzęt muzyczny, a ostatnio też samochody specjalnie z myślą o młodzieży.

 

Dylemat między Wschodem a Zachodem wiąże się także z szansami na przyszłość, które stoją przed ludźmi młodymi. Obietnica szybkiego zarobku i dostatniego życia na zachodzie Europy konkuruje z naszym polskim standardem życia, w którym lepsze jest „ciasne, ale własne”, uczciwa praca nie przynosi spodziewanych zysków, nie widać szans na dobre stanowisko, a hasło: „by żyło się lepiej – wszystkim” pozostaje jedynie na bilbordach i ustach polityków i nie ma przełożenia na rzeczywistość. Bodźcem do obierania kierunku zachodniego są możliwości edukacyjne. Stypendia, staże, wymiany między szkołami i uczelniami, międzynarodowe matury itp. otwierają przed młodymi możliwości nawiązywania kontaktów bezpośrednio z pracodawcami i tym samym dają szansę ucieczki przed bezrobociem lub uciążliwym poszukiwaniem pracy, często nie w swoim zawodzie. Wschód Europy jawi się więc młodym jako „niezła wiocha”, gdzie nie ma szans na rozwój i dostatnie życie, natomiast Zachód jako kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie wszystko jest łatwe i proste i nie trzeba wysiłku, by żyć sobie po królewsku.