„Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

 

 

Dzisiejsza Niedziela została nazwana Niedzielą Dobrego Pasterza. Jezus jest Dobrym Pasterzem; Prawdziwym Pasterzem, który oddaje życie za owce. Nie panuje nad nimi, ale służy. Owce rozpoznają pasterza po głosie.

Aby dobrze zrozumieć tę scenę trzeba się odwołać do realiów Palestyny. W owczarni znajdują się owce różnych właścicieli, którzy pozostawiają je na noc pod opieką strażnika. Rano u bram owczarni pojawiają się pasterze. Każdy z nich woła własne owce, które wychodzą i idą za nimi. Choć w zagrodzie owce są przemieszane, to jednak nie idą za obcym, ale za własnym pasterzem. Głos pozwala odróżnić pasterza od ludzi obcych.

Pasterz woła swoje owce po imieniu. Nie opiekuje się trzodą, masą, ale poszczególnymi owcami. Owce rozpoznają jego głos.

W poranek wielkanocny. Maria Magdalena rozpoznała Jezusa po jego głosie. Wystarczyło jedno słowo, jej imię: „Mario!” (J 20, 16). 

Po śmierci Jana Pawła II jeden z komentatorów zwrócił uwagę na sposób kontaktu papieża z ludźmi. Uderzało go zawsze, że Jan Paweł II nie spotykał się z tłumem, anonimową masą, ale nawiązywał kontakt z poszczególnym człowiekiem. Na spotkaniach z Janem Pawłem II każdy czuł, że papież mówi do niego, jest dla niego.

Między nami a Jezusem, Dobrym Pasterzem istnieje osobowa, intymna relacja. Dla Jezusa nikt nie jest częścią tłumu, jednym z wielu, pionkiem na szachownicy, którego można bez trudu zastąpić innym. Każdy jest jedyny, wyjątkowy, niepowtarzalny. Nie istnieje człowiek przeciętny, typowy, standardowy. Mądrość ludowa głosi, że Bóg stworzył człowieka, a potem wyrzucił matrycę. Czyli, każdy z nas jest jakby jedynym egzemplarzem i otrzymuje od Boga swoiste talenty i misje.

Mówimy, że nie ma ludzi niezastąpionych. To stwierdzenie jest nie do końca prawdziwe. Każdy w pewnym sensie jest niezastąpiony. Z punktu mojej osobowości, mojej tożsamości, mojego „ja”, mojej życiowej misji, jestem niezastąpiony. To jest „moje imię”, które czyni mnie wyjątkowym „w oczach Boga”, Dobrego Pasterza.

Czy mogę powiedzieć, że Jezus jest moim Pasterzem? Czy doświadczam Jego bliskości, przyjaźni, miłości? Czy czuję się „owcą wyjątkową, szczególną, niezastąpioną”, czy raczej „pozbawioną tożsamości, wchłoniętą przez stado”? Czy podążam za głosem Dobrego Pasterza, czy raczej „pasterza-najemnika”?