Każdy człowiek potrzebuje “pewnej dozy narcyzmu”, “pewnej rozsądnej dawki miłości własnej”. Co się jednak dzieje, gdy ta dawka jest nadmierna?

Odpowiedź przynosi mitologia grecka: rodzi się narcyzm. Nazwa wywodzi się od Narcyza, młodego myśliwego ze starożytnej Arkadii. Według mitologii był synem nimfy Liriope i rzeki Kefisos. Był “czarującym młodzieńcem tak wielkiej urody, że nigdy wcześniej nie udało się stworzyć obrazu, który miałby w sobie tyle wdzięku” (T. Cantelmi, F. Orlando). Jednak pozostał niewrażliwy na uczucia, jakie wzbudzał. Odrzucił miłość nimf. Jedna z nich, Echo, odtrącona, nikła z rozpaczy, aż pozostał po niej tylko głos. “Oburzone siostry Narcyza poskarżyły się Nemesis na jego egoizm i obojętność, bogini zaś postanowiła pomścić wzgardzone dziewczęta” (J. Schmidt). Przepowiednia Terezjsza wieściła, że będzie żył, dopóki nie zobaczy własnego odbicia. Podczas polowania Nemesis zawiodła go nad źródło, by się odświeżył. Gdy zobaczył swoje odbicie w wodzie, zakochał się w nim. “Zakochany w twarzy, którą odbijało lustro wody i której nie mógł dosięgnąć, Narcyz zapomniał o jedzeniu i piciu i z wolna jął zapuszczać korzenie nad strumieniem, aż przemienił się w kwiat noszący jego imię, przeglądający się w wodzie całą wiosnę i lato, aż zwiędnie jesienią” (J. Schmidt).

Już sama historia narcyza wskazuje, czym jest narcyzm. Narcyz jest nadmiernie zakochany w sobie. “Kocha on tylko siebie, nie ma możliwości poznawania innych, przyjmując od nich jedynie podziw, by szybko o nim zapomnieć” (G. Cucci). Gregory Zilboorg stwierdza: “Termin narcyzmu nie oznacza zwykłego egoizmu czy egocentryzmu, jak się uważa. Oznacza on dokładnie taki stan umysłu, taką spontaniczną postawę człowieka, ze względu na którą jednostka najczęściej wybiera – zamiast innych ludzi – siebie samą za obiekt swej miłości. Nie w tym rzecz, iż kocha ona, czy może nawet nienawidzi innych i pragnie wszystkiego wyłącznie dla siebie. Jest ona w głębi duszy zakochana w sobie i poszukuje wszędzie zwierciadła, w którym może zachwycać się sobą i zalecać się do własnego odbicia”.

Lillian Glass ilustruje przypadek narcyza postawą słynnego hollywoodzkiego aktora, który w czasie balu zabawiał nowo poznaną kobietę. Gdy pod dłuższym czasie zorientował się, że mówił tylko o sobie i swoich sukcesach aktorskich, wykrzyknął: “Och, przepraszam, jestem tak niegrzeczny. Od dwóch godzin mówię tylko o sobie. Porozmawiajmy teraz o tobie. Co o mnie myślisz?”.

Należy jednak podkreślić, że każdy człowiek potrzebuje “pewnej dozy narcyzmu”, “pewnej rozsądnej dawki miłości własnej”: “Wsparcie udzielane samemu sobie w sposób pozytywny i pełen miłości jest warunkiem szczęśliwego i spełnionego życia. Umiejętność przyjmowania pochwał i wyrazów uznania jest wskazówką świadczącą o stabilnym poczuciu własnej wartości. O narcystycznych zaburzeniach osobowości mówi się wtedy, gdy potrzeba miłości, podziwu i uznania jest w sposób patologiczny wyolbrzymiona” (H. Röhr).

Narcysta jest wewnętrznie przekonany o własnym pięknie i niezwykłości. “Narcyz ma skłonność do uznawania świata za swoje zwierciadło, nie jest zdolny słuchać ani widzieć innego poza sobą, zamknięty w pewnego rodzaju autystycznej pustce” (G. Cucci). “U podstaw narcyzmu znajduje się brak relacji, podejrzenia wobec drugiego, niewdzięczność, brak powierzenia siebie, nieufność w konfrontacji z drugim, z innym człowiekiem, co nieuchronnie prowadzi do problemów na płaszczyźnie uczuciowości, a jednocześnie tożsamości” (A. Cencini).

Narcysta nie potrafi kochać siebie w sposób zdrowy. Towarzyszy mu swoista huśtawka emocjonalna. Nadmierna miłość siebie występuje na przemian z kompleksami. U narcystów “często dają się zaobserwować niska samoocena, poczucie niższości i zależności, występujące na zmianę z fantazjami o własnej omnipotencji i wizjami wielkościowymi, iluzjami o wyższości własnej osoby” (H. Röhr).

W rzeczywistości narcyz jest postacią tragicznie samotną. “Pustka i dojmująca nuda to męczący towarzysze ich życia, prowadzący ich ku nerwowej rychliwości lub ku otępieniu. Przykrości, zranienia – nawet błahe – ludzie ci przeżywają jako niezwykle bolesne doświadczenia i odbierają jako niszczenie całej osobowości. Wyzwalają się w nich głębokie uczucia gniewu i nienawiści, często nieujawniające się na zewnątrz” (H. Röhr).

Osoba narcystyczna nie potrafi nawiązać osobistych relacji z Bogiem. “Bóg jest dla niego niemą postacią, w której odbija się jego własne samozadowolenie; modlitwa jest adoracją siebie i swoich uczuć, kręceniem się “ja” wokół samego siebie, w ulubionym monologu, w którym centrum świata, polem magnetycznym są dwie niezwykłe, zaczarowane literki: “ja”. To właśnie “ja” zapomniało o najważniejszym w całym wszechświecie słowie: “Ty”. Zatem znajduje się daleko od Boga i od innych. Narcyz jest dalej od Boga niż Kain i nie można go nawrócić” (A. Cencini).