deon.pl

Pan Jezus najczęściej wprowadzał w Boży świat, opowiadając przypowieści. Mówił językiem porównań, przenośni i obrazów. My też zanim przybliżymy się nieco do wzniosłej rzeczywistości Trójcy Świętej, pójdźmy podobnym tropem.

 

Zauważmy różnicę, jaka zachodzi między samym tylko patrzeniem na arcydzieło muzyczne zapisane w nutach, a usłyszeniem tegoż arcydzieła. W obu przypadkach mamy do czynienia z tą samą „rzeczą”: raz w postaci partytury, raz pełnego brzmienia. Różnica w odbiorze i przeżyciu jest olśniewająco wielka! Jest też oczywiste, że mając wybór między „czytaniem” partytury wspaniałej opery i usłyszeniem jej oraz zobaczeniem jej w całej krasie – bez wahania wybralibyśmy piękno żywej muzyki, śpiewu i obrazu.

– Podobnie jest z Trójcą Boskich Osób! Gdybyż tak mieć do wyboru: teologiczne traktaty o Trójcy Świętej albo wgląd w Nią samą! Takiego wyboru nikt nam jednak nie proponuje. To Boskie Osoby „muszą” zechcieć nam Się odsłonić. A w dodatku byłoby potrzebne wyposażenie nas w odpowiedni „instrument” poznawczy, by móc „odebrać” objawienie „Przedmiotu” tak bardzo nas transcendującego, przerastającego! To tytułem wstępu.

 

Parę pytań

 

Tyle razy żegnamy się, wypowiadając słowa pełne treści: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Tyle razy imieniem Boskich Osób pozdrawiani jesteśmy w czasie Myszy świętej (przynajmniej na początku i na jej zakończenie). Od Chrztu świętego kaznodzieje i katecheci przypominają nam, że zostaliśmy zanurzeniu we wzniosłym Życiu Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. I że zostaliśmy związani nierozerwalnym Przymierzem z Trzema Boskimi Osobami.

 

– Po tym przypomnieniu gestów i słów oraz sakramentów, zapytajmy siebie: A czym są dla nas (dla mnie osobiście) znaki (np. krzyż) i słowa oraz Sakramenty, które otwierają nas i kontaktują z Ojcem, Synem i Duchem Świętym? Czy znak krzyża czyniony w imię Trójcy Świętej jest dla mnie jak „martwa” nuta zapisana na pięciolinii, czy są to raczej znaki i słowa, które wypełnione są życiem i miłością? Czy słowa: Ojciec, Syn, Duch Święty mają dla nas znaczenie serdeczne, czy są to tylko słowa jedne z wielu; słowa, które nie wywołują wewnętrznego poruszenia? – Bywa pewno tak i tak.

Pewno zdarzało się, że wypowiedzenie (czy usłyszenie) imienia Boskiej Osoby potrącało w nas strunę duszy najserdeczniejszą. Ale czyż nie znacznie częściej nie wiedzieliśmy (w sensie świadomości i przeżycia), co mówimy i Kogo uobecniamy, mówiąc: Boże Ojcze! Boże Synu! Boże Duchu Święty! Niekiedy, wypowiadając te święte Imiona, czuliśmy się (może) jak na cudnym koncercie… A innym razem (o ileż częściej!) wypowiedzeniu tych Imion towarzyszyła głucha cisza, pustka… Owszem, widzieliśmy czy czyniliśmy znak (krzyża), ale cóż on dla nas znaczył? Słyszeliśmy lub sami artykułowaliśmy dźwięk (słowo), ale nie miało ono dla nas ani (większego) znaczenia, ani piękna. Słowu nie towarzyszył poryw Miłości!

 

Mistycy i my

 

Pora powiedzieć ważną rzecz. Dla nikogo na tej ziemi imiona: Ojca, Syna i Ducha Świętego – nie są … koncertem, który nieprzerwanie brzmi cudnie i zachwycająco.

Owszem, są nam dani mistycy i wielcy święci, których Bóg, na ogół przez wiele cierpień i oczyszczeń, doprowadzał do wielkiej wrażliwości ducha. Starannie przygotowanym objawiał Się w sposób nadzwyczajny, nadprzyrodzony, mistyczny. Myślę np. o św. Ignacym Loyoli, któremu Boskie osoby – po okresie wielkich cierpień fizycznych, psychicznych i duchowych – raczyły objawiać Się i udzielać w sposób właśnie mistyczny. Skutkowało to m. in. tym, że najmniejsze wspomnienie Trójcy Przenajświętszej wywoływało w Inigo (kiedyś „twardym” rycerzu) głębokie wzruszenie i łzy, potoki łez. Starczał widok potrójnego liścia lub trzy biegnące pieski, a w Ignacym ożywała pamięć o doznanych łaskach i wzbierała fala przeżyć…

A my? „Gdziekolwiek” jesteśmy w przeżywaniu naszych (obiektywnych i zarazem osobistych) odniesień do Boskich Osób, to musimy – skromnie i pokornie – stwierdzić, że jest „to” zaledwie odblask padającego w nasze wnętrze wielkiego Światła Trójcy. Wciąż mamy raczej jedynie blade pojęcie, co (a raczej Kto) kryje się pod Trzema Imionami! I Kogo „ewokujemy”. Kogo wspominamy. Kogo przywołujemy… I Kto nas przywołuje. Tej samej „strefy” poznania i doznań dotyka to Janowe stwierdzenie: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3, 2).     

Z pewnym smutkiem i z wielką zadumą trzeba (można ostrożnie) powiedzieć, że sam Pan Jezus „nie mógł” do końca odsłonić nam głębi Tajemnicy Trójcy Boskich Osób. Choć One, jako Dar bezcenny i najwyższy, już nam Siebie zaofiarowują, to jednak jeszcze nie całkiem, nie w pełni. Teraz jedynie stopniowo (i nigdy do końca) jesteśmy wprowadzani, a w swoim czasie (właściwie już poza czasem) zostaniemy w pełni wprowadzeni w bezmiar Życia Trójcy! Staniemy się Jej uczestnikami. Pan Jezus tak o tym mówi: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie”(J 16, 12). Do „całej prawdy” stopniowo doprowadzi Duch Święty: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”(w. 13). Ta stopniowość w doprowadzaniu do poznania i udziału w całej Prawdzie obowiązuje (jako swoiste prawo) zarówno w odniesieniu do wieków historii Kościoła (choćby w sensie obserwowanego rozwoju dogmatów), jak też w odniesieniu do poszczególnych pokoleń i pojedynczych osób, które poddane są prawu czasu, czekania, wzrostu, dojrzewania.

– Mówiąc o tym wszystkim, zwłaszcza o absolutnym pierwszeństwie Boga, nie powinniśmy zwalniać się z trudu szukania Go i poznawania w sposób, który obecnie jest dla nas możliwy i dostępny. Winniśmy nade wszystko pielęgnować (a nie zabijać) wielkie duchowe pragnienia. Nigdy nikomu nie wolno unieważniać znaczenia tęsknoty serca za Bogiem (por. Ps 63). Jednocześnie mamy wszelkie racje po temu, żeby w naszych sercach gościł wielki pokój, ale zawsze wraz z pielęgnowaną postawą cierpliwości wobec ukrycia Boga przed naszymi oczyma. Czyż to ostatnie (cierpliwe czekanie na Ukrytego) nie jest przez Boga pomyślane jako próba „czemuś” ważnemu służąca?

 

Próba życia: „jeszcze nie”

 

Tak, chciejmy pogodzić w sobie pokój serca i wielką tęsknotę! W tym celu rozpamiętujemy to, iż Bóg Ukryty i Bóg-Tajemnica jest dla nas i niezawodną Nadzieją na Pełnię życia i szczęścia. I że ten sam Bóg (dla ważnych racji, Jemu wiadomych) wystawia nas na bodaj największą próbę czekania przez całe życie na ujrzenie Boga twarzą w twarz! Ta świadomość pozwala nam żywić wielką tęsknotę za Bogiem, a zarazem strzeże nas przed (niszczącym) zniechęceniem, a także przed czynieniem Bogu wyrzutów, że już i od razu nie daje nam stanu ciągłego uniesienia, ekstazy.  

Tak, trzeba sobie to jasno uświadomić, że na razie, przez (stosunkowo) krótki czas życia jesteśmy po prostu pielgrzymami do Domu Ojca. Jako pielgrzymi nie możemy spodziewać się materialnych dostatków i wygód ani liczyć na stałą radość z powodu bliskości Pana. Obfite udzielanie się Chwały Boskich Osób i wszystko, co Najpiękniejsze, jest dopiero przed nami. Wciąż jeszcze (jak długo żyjemy na ziemi) trwa czas przygotowań do pełnego pojęcia i przeżycia, co znaczy Miłość Boskich Osób do nas. Dopiero zanosi się na wielki wieczny koncert! Na razie trwają mozolne przygotowania, a czyni je i Bóg (w sposób Jemu właściwy, por. J 14, 2), i my winniśmy je czynić! (por. Łk 12, 31-44). Trzeba zatem, by nasz duch był – poprzez tęsknotę – napięty i skierowany ku Bogu, a jednocześnie, by pozostawał pełen pokoju. Napięcie rodzi się z oczekiwania na Pełnię Królestwa Bożego, zaś pokój stąd, że my decydujemy się (po prostu) na wytrzymanie zadanej nam próby cierpliwego czekania na doskonałe poznanie Boga i pełnię Jego panowania, zaś Bogu „pozwalamy” zatroszczyć się o całą „resztę”.

 

„Już”

 

Dla pełnej równowagi ducha i pokoju trzeba mocno podkreślić jeszcze jedno. Otóż Boskie Osoby już udzielają Się nam hojnie i wielkodusznie. Nad wyraz wielkodusznie i hojnie! Jesteśmy bowiem dosłownie zasypywani Bożymi darami, które zresztą świadczą o wielu przymiotach Dawcy (o Mądrości, Pięknie, Wszechmocy), ale nade wszystko świadczą o Jego Miłości. Znakomicie widzi to i przeżywa rekolektant, który przebył drogę czterech tygodni (etapów) Ćwiczeń duchownych św. Ignacego Loyoli. Swoiste apogeum stanowi w tym względzie „Kontemplacja dla uzyskania miłości”, która zwieńcza Rekolekcje Ignacjańskie. Dzięki niej rekolektant widzi jak na dłoni, jak wielkie, wspaniałe, różnorodne i hojne są miłosne dary Boga. Wszystkie łaski doświadczone w czasie takich rekolekcji pozwalają stwierdzić, że przyczyną naszego poczucia nieszczęścia nie jest zatem to, że Bóg nas nie dość miłuje czy nie dość obdarowuje, lecz to, że to my nie umiemy dojrzeć miłosnych obdarowań, nimi się radować, dzięki nim bezgranicznie ufać i za nie dziękować.

– Na taki stan ducha składa się wiele przyczyn. Często brak jest nam wewnętrznej dyspozycji (zatrzymania się, ciszy i uważności); także nasze grzechy (czy stan grzechu, brak nawrócenia i skruchy) czynią nas gruboskórnymi, a w końcu także dogłębnie nieszczęśliwymi.

 

Cudne naprowadzenia na życie z Trójcą

 

Najpiękniejsze wypowiedzi i świadectwa na temat trynitarnej pobożności znaleźć można u osób, którym dany był mistyczny wgląd w wewnętrzne życie Boskich Osób. To musi być świat piękna i pełni szczęścia. Misterium tremendum et fascinosum. Oto dwa teksty, mające mistyczną inspirację. Moja ulubiona autorka-sekretarki Jezusa, Gabriela Bossis, zapisała takie słowa Mistrza:

„Jakże niewielu żyje z Trzema Osobami Boskimi jak w rodzinie… a przecież Ja jestem waszym Dobrem, waszą Drogą. Żyjąc we Mnie jesteście w nich. Bądź więc po prostu szczera i czuła! One tak cię kochają! Jak mogłabyś bać się kochać Je? Ogranicz więc twoje pragnienia do jedynego pragnienia: żyć i umrzeć w jedynej miłości Trzech Osób Boskich. Choćby tylko po to, by podziękować Im, za Ich miłość. Chociażbyś miała wiele innych motywów… niech twoja obecna samotność będzie przeżywana miłośnie i bez wysiłku obok twoich Trzech. Czy pamiętasz? Wieczorami wymykałem się z tłumów i uchodziłem w miejsce samotne, aby się modlić. Cała moja dusza szła do Ojca w wielkim odprężeniu po pracy dnia. Zawsze naśladuj swego Oblubieńca, umiej wypoczywać w Bogu, znajdować w Nim szczęście i spokój. Już to jest wysławianiem Jego Chwały. Tylu ludzi uważa Boga za nudnego… a ty?” (ON i ja, t. II, nr 206).

Drugi fragment podpowiada cenną praktykę, dzięki której można otworzyć się na łaski, jakimi pragnie obsypać nas każda Osoba Trójcy Świętej.

„Czy nie jesteś szczęśliwa, że podzieliłaś swój dzień na trzy części? Rano jesteś z moim Ojcem, w południe prosisz Go, by cię oddał Synowi. A wieczorem i na noc Syn oddaje cię Duchowi Świętemu. O błogosławiony dzień! Czy zdajesz sobie sprawę z tej łaski potrójnej i jedynej? Rozkoszuj się tak jak potrafisz schronieniem, jakie daje ci co dzień każda Osoba Trójcy nieskończenie świętej. I podczas gdy Ona obsypuje cię łaskami, ofiaruj się cała. Nie zajmuj się już sobą. To Ona będzie działać przez ciebie. Ty masz w sobie tylko winy, niedoskonałe dobro. Całe twoje dobro płynie z Nieskończonej Istoty, która w tobie mieszka i kieruje tobą. Przypominasz sobie jakieś grzechy twego życia minionego, ale nie widzisz ich wszystkich. Lecz My je widzimy wszystkie, a mimo to mieszkamy w tobie, miłując cię nieskończenie. Upokórz się, dziękuj Miłosierdziu i kochaj Nas naszą miłością. Twoja jest taka krótka! Ale to, co posiada Jezus, należy do ciebie. Jakiż to skarb!… Jesteś bogata po to, by czcić Boga. Czy nie pragniesz, by Bóg z przyjemnością przebywał w twoim sercu? Przyoblecz się w Jezusa bez nieufności. Wierz z całego serca i po prostu. Tak właśnie My kochamy serca naszych stworzeń. O, mała córeczko Trójcy Świętej, idź zawsze naprzód, nie o własnych siłach, lecz o Naszych. Co dzień wznoś się wyżej niż dnia poprzedniego. Kochaj u źródła. Sław Chwałę. Przenikaj tajemnice, które pragniemy ujawnić. Zbliża się koniec czasów. Potrzeba Nam nowych świętości. Wszystko powinno się spełnić. Nie trzeba by mówiono: 'Wieki minęły, a Bóg nie był chwalony w taki czy inny sposób’. Bóg będzie sławiony na wszelkie sposoby, bardzo różne, ale tworzące całość tak, jak tysiąc różnych kwiatów tworzy wieniec. Idź więc swoją drogą nie dziwiąc się jej. Oddychaj na niej miłością: 'Czy spotkaliście mego Umiłowanego? Powiedzcie mi, gdzieście Go widzieli?’ – mówi Pieśń nad Pieśniami.

A Magdalena: 'Powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę’. Tak samo ty, moja przyjaciółko, szukaj Mnie w każdej czynności twojego dnia i zabierz Mnie w głąb siebie.

Dni stają się krótkie… Nie będziemy się już rozłączali a czy nie słodko jest braciom mieszkać razem? A małżonkom? O duszo tak bardzo mała…” (ON i ja, t. II, nr 192).

Gdyby tak udało się głębiej rozważyć i uwewnętrznić te dwa ostatnie naprowadzenia na trop zażyłości z Ojcem, Synem i Duchem Świętym! „To już by wystarczyło!” Przynajmniej na razie. Dopóki nie przeminie ten świat.