deon.pl

 


Jezus mówi w Ewangelii (Mk 10, 1-12), że nierozerwalność małżeństwa nie podlega dyskusji. Nie ma żadnej racji, która przemawiałaby za rozwodem. Dlaczego?

 

Odpowiedź jest prosta: bo tak od początku ustalił Bóg, że trwałe małżeństwo ma do osiągnięcia wspaniały cel.

 

Wierzącemu człowiekowi ten argument powinien wystarczyć, aby być razem do końca życia w jednym małżeństwie. Jednak sam Jezus powiedział: „Jeśli będziecie mieli wiarę jak ziarenko gorczycy, to…” Bywa, że nawet tej drobiny wiary nie mamy.

 

Oboje jesteśmy jednak przekonani, że Jezus dobrze życzy ludziom, więc Jego nakaz z pewnością i dla nas jest dobry. I dla innych również. Realizacja tego nakazu sprawdza się w naszym życiu. Jednak jako wolni ludzie wcale nie musimy Go posłuchać. Dlaczego Mu nie ufamy w tym względzie? Dlaczego niektóre małżeństwa się rozpadają, nie wytrzymują różnych burz i prób?

 

Uwierz, że można

 

Sądzimy, że jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy jest nieprzekonujące świadectwo wielu bliźnich o małżeństwie. Otaczający nas chrześcijanie często bywają smutni, zagubieni, nie wierzący do końca, nie budujący aktywnie swych małżeństw. Często po prostu nie wiedzą, że małżeństwo to budowanie, które w zasadzie nigdy się nie kończy. Albo myślą, że małżeński sukces im się należy, a jak im się nie udaje, to pewnie wina kogoś nieokreślonego, tajemniczych „onych”, a może i samego Boga?

 

Z drugiej strony, ciągle widzimy i słyszymy że ludzie tęsknią za kimś, kto chciałby spędzić z nimi całe życie, na dobre i na złe. Szczególnie na złe (choroba, brak pracy, różne inne nieszczęścia). Bo w dobrym to byle kto wytrzyma. Taką tęsknotę zaszczepił nam Bóg. Ale młodzi często tęsknią i jednocześnie nie wierzą, że takie bycie razem jest możliwe do osiągnięcia. Bo brakuje im dobrych wzorców w ich rodzinach, wśród przyjaciół i sąsiadów. Nie wierzą, więc nie mają siły, by walczyć o swoje małżeństwo. Nie są w stanie wiele poświęcić dla budowania swego małżeństwa i dlatego zbierają mizerne plony. Co więcej, nie wiedzą, że małżeństwo buduje się myślą, mową i uczynkiem. Czasem wbrew swoim uczuciom. Nie wiedzą też, że współmałżonek jest ważniejszy od dzieci, a nawet od własnej matki i ojca. Nie wiedzą, że uczenie się miłości to poświęcanie czasu bliskim, także kosztem zarobków, awansów i swojego hobby.

 

Bóg daje nam czas, rozum, sprawność, zdrowie, różne talenty, aby te Boże dobra zainwestować w budowanie naszych relacji małżeńskich i innych. Kiedyś trzeba się będzie z tego rozliczyć. A małżeństwo to jedna z najważniejszych spraw na ziemi.

 

Uważamy, że chrześcijanin powinien głosić i pokazywać sens tego sakramentu, a także wartość współpracy z Bogiem w budowaniu relacji małżeńskich, czego bardzo potrzebują dzieci, rodzina i społeczeństwo. Bóg, który nas miłuje, zapewne cieszy się dobrem wynikającym z dobrych małżeństw.

 

Po co razem do końca?

 

Zarówno czytania ze Starego jak i Nowego Testamentu potwierdzają niezmienną prawdę: Bóg mówi nam, jak żyć i postępować, abyśmy byli szczęśliwi i bezpiecznie przeżyli ziemskie życie.

 

Opowieść o stworzeniu pierwszych ludzi z księgi Rodzaju powiada, że mężczyźnie niedobrze było samemu. Sama przyroda mu nie wystarczała, chociaż nad nią panował. Dlatego Bóg stworzył kobietę, która jednak jest odmienna fizycznie i psychicznie, inaczej myśli, czego innego pragnie i nie chce podporządkować się mężczyźnie.

 

Po co mężczyźnie kobieta, a kobiecie mężczyzna?

 

Dla w miarę spokojnego przepędzenia życia na ziemi? Aby mogli wspólnie więcej zarobić? Aby im się nie nudziło? Aby nie byli samotni w pojedynkę? To chyba zbyt mało.

 

Oboje zostali sobie nawzajem podarowani, aby nauczyli się kochać. To właśnie, naszym zdaniem, oznacza stawanie się z dwojga jednym ciałem. Co więcej, Bóg prowadzi każdego z nas w tej szkole kochania.

 

Na początek daje zauroczenie, piękne uczucia zachwytu, podziwu, doznanie spełnienia, przyjemność, poczucie bezpieczeństwa. Wkrótce pojawiają się trudności. Rodzi się myśl, że ona/on nie spełnia jednak moich oczekiwań, nie pomaga mi, trudno mi z nią/nim żyć. Coś zaczyna drażnić, w miejsce pierwotnego oczarowania pojawia się rozczarowanie, które też ma swoją rolę do odegrania w szkole miłości. Trzeba udzielić głębszej odpowiedzi na pytanie, po co mi ona/on?

 

Sądzimy, że rozczarowanie współmałżonkiem zaprasza do wejścia na kolejny, bardziej dojrzały, etap miłości, aby człowiek stał się mądrzejszy, bardziej cierpliwy i wyrozumiały, czyli, i tu wracamy do punktu wyjścia – aby ciągle uczył się kochać. Nierozerwalność i wierność w małżeństwie wystawiana jest na próbę właśnie w chwilach kryzysowych, bo one mają skłonić nas do sięgnięcia głębiej, przechodząc niejako nad naszymi upodobaniami i oczekiwaniami.

 

Jezus w Ewangelii mówi, że mamy być przez całe życie z jednym mężem/żoną. Chrystus dobrze nam radzi, bo jak moglibyśmy się rozwijać, gdybyśmy przy każdej trudności zaczynali od początku, z nowym człowiekiem obok nas? Przecież czas życia jest krótki.

 

Nie zamartwiajcie się, drodzy małżonkowie, gdy zauważycie, że wasze małżeństwa nie są idealne. Jeśli nie są takie, jakimi je sobie wymarzyliście za młodu lub w dniu ślubu. Nic na tej ziemi nie jest idealne. Raczej popatrzcie na siebie życzliwie. Ucieszcie się sobą, bo przecież przeżyliście ze sobą wiele miłych, dobrych chwil. To Bóg dał Wam zonę/męża, abyście go kochali, a nie po to, aby wam było z nią/nim dobrze i przyjemnie. Bo to jednak są dwie różne rzeczy. Jeśli będziecie się starali kochać siebie nawzajem, razem z waszymi ograniczeniami, słabościami i takim potencjałem miłości, do jakiego jesteście zdolni obecnie, to będzie wam ze sobą coraz lepiej.

 

A na dodatek Bóg dopuścił Was do tego, że możecie razem z Nim stwarzać nowego człowieka, przez zrodzenie i wychowywanie dziecka. To wielkie i wspaniałe zadanie, do którego też potrzebna jest wasza jedność. Nie tylko ciała, ale i ducha. A tę jedność buduje się całe życie.