Franciszek Starowieyski, wybitny plakacista, malarz i scenograf, uważał, że kobiecość to rzecz w swej istocie nieuchwytna i szalenie indywidualna. Próbując ją jednak zdefiniować dla potrzeb socjologicznych, należy stwierdzić, że składają się nań cechy charakteryzujące kobietę i jej przynależne.

 

Przyjmijmy jako tezę założenie, że modele kobiecości są ściśle związane z epoką. Cechy oraz właściwości immanentnie z kobietą związane pozostają zaś niezmienne. Właściwe z natury kobiecie są: delikatność, wrażliwość, emocjonalność, łagodność, zdolność do współ-odczuwania oraz piękno. Wpływ czynników zewnętrznych na te cechy wydaje się ograniczony. Zajmijmy się jednak zmiennymi zależnymi od środowiska oraz czasów.

 

Kobieca metamorfoza

 

Modele kobiecości w Polsce przechodziły wiele transformacji. W czasach wojny w rodzinach inteligenckich kobiety starały się w dramatycznie trudnych warunkach zachować swoją godność. Czasy socjalizmu wymagały od nich ufnego patrzenia w przyszłość, oddania partii i aseksualności. Okres przełomu wyzwolił w kobietach chęć zaistnienia w prawdzie. Nie wyzwoliły się jeszcze z patriarchatu, ale rozpoczęły już powolną metamorfozę.

 

Propagowane współcześnie modele kobiecości zakładają między innymi postrzeganie kobiety jako jednostki samodzielnej, integralnej, niemalże od początku XX wieku rozpatrywanej w całkowitym oderwaniu od mężczyzny, przy dążeniu do otrzymania praw należnych do tej pory tylko jemu. Kobiecość zyskała więc dzisiaj nowe cechy, stanowi inną jakość niż w poprzednich wiekach. Przez same zainteresowane odkrywana jest jako potęga płci zwanej słabą, jako atut, a nie -jak do tej pory – jako słabość. Jednak niektóre elementy składające się na współczesne modele kobiecości, rozpatrywane w kontekście religijnym, przynoszą wątpliwości natury etycznej. Za przykład niech posłuży życie kobiety w wolnym związku albo wychowywanie dziecka przez parę, która nie zdecydowała się na przyjęcie sakramentu małżeństwa. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w tym, że współcześnie kobiecość w znacznej mierze zaczyna się kojarzyć z niezależnością i wolnością zdobywaną w walce z mężczyznami.
Współczesna kobiecość staje się świadoma. Zachowanie i stan ducha kobiet są coraz częściej efektem przemyśleń oraz ich własnej kreacji. Głośne wypowiadanie swych potrzeb jest także zjawiskiem nowym. Jednostka płci pięknej zdaje się uzupełniać cechy wrodzone zachowaniami wykształconymi w czasie „przeistaczania się” z dziewczynki w kobietę. W tym okresie przygląda się konstrukcji dwupłciowego świata i uczy bycia w nim kobietą. Dzieje się to przy współudziale czynników zewnętrznych, do których należą między innymi media.

Eklektyczny model kobiecości

 

Modele kobiecości propagowane dziś przez media są schematyczne i uproszczone. Czasy, w jakich przyszło nam żyć, narzucają niezwykłe tempo. Dotyczy ono nie tylko mieszkańców wielkich miast. Szybkość przepływu informacji oraz ich natłok powodują, że życie w globalnej wiosce -zgodnie z teorią McLuhana – nabrało zawrotnej prędkości. Tu i teraz trwa krótko, przemija zbyt szybko, by poświęcić mu należyty czas, prześlizgujemy się zatem po problemach. Nie możemy więc od mediów oczekiwać wnikliwej egzegezy zagadnień poświęconych kobietom. Schematy powielane przez środki masowego przekazu mają często służyć – i istotnie służą -jako szkodliwe wzorce, do których z trudem dostosowują się młode pokolenia. Dobrym przykładem mogą tu być bulimia czy anoreksja -choroby powstałe wraz z rozwojem cywilizacji, a spowodowane nieumiejętnymi próbami dostosowania się do ideałów epoki lansujących modę na smukłe, szczupłe ciało kobiece.

 

Żyjemy w czasie określanym mianem postmodernizmu. Zatarcie granic między kulturą elitarną a masową nie sprzyja budowaniu autorytetów. Pozbawieni ich nie wiemy, w jakim kierunku zmierzamy. Należałoby sobie zatem zadać pytanie: czy w ogóle istnieją współczesne modele kobiecości? Postmodernizm przynosi bowiem nieuznawanie uniwersalnych reguł, przyjętych norm, a także wartości estetycznych. Buduje z innych epok i kultur modele niejednokrotnie niespójne. Także w tym przypadku nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Media podtrzymują ową niejednolitość, pozostawiając czytelnika, widza czy słuchacza zagubionego wobec różnorakich postaw.

 

Sądzę, że trend ów jest przyczyną współczesnego przenikania się modeli kobiecości zaczerpniętych z poprzednich epok i połączonych w niejednolitą całość ze współczesną myślą filozofii społecznej. Przykładem może tu być powrót do wizerunku kobiety-matki, poświęcającej się potomstwu, która jednocześnie przeżywa macierzyństwo świadome. Innym dowodem jest przeniesienie akcentów na rozwój kariery przy jednoczesnej próbie udźwignięcia ciężaru wychowania dzieci. Kształtuje się w ten sposób eklektyczny model kobiecości.

 

Płeć mediów

 

Media nie kreują współczesnych modeli kobiecości, lecz odzwierciedlają te istniejące już w społeczeństwie. Wobec zwiększającej się liczby samotnych kobiet lansuje się modę na single. Okazuje się, że nie każda kobieta musi mieć męża, nie każda musi być matką. O ile dawniej macierzyństwo było naturalnym elementem kobiecości, o tyle dzisiaj media wspierają model kobiecości bezdzietnej. Gdy do głosu dochodzą feministki, kolorowe magazyny piszą o ich dominacji. Odtwórcza rola mediów niesie w sobie zagrożenia, jeśli lansowane wzorce przyjmie się a priori. Mogą nie wykształcić się modele godne naśladowania, prawe i uprawomocnione moralnie. Zagubienie w chaosie ma jedną zaletę – sprzyja rozpoczęciu poszukiwań właściwego modelu kobiecości na własną rękę. Można wypełnić pustkę, opierając się na indywidualnych predyspozycjach jednostki, jej dążeniu do dobra oraz pracy nad sobą.

 

Prasa, telewizja i radio czerpią z otaczającego świata. Dlatego modele kobiecości, jakie się z nich wyłaniają, są odbiciem nie tylko rzeczywistości, ale także dorobku kulturalnego naszych czasów: literatury, teatru czy kinematografii. Te zaś zmierzają w kierunku katastroficznych wizji współczesności ukazanej na przykładzie określonego środowiska. Na rozkład świata składają się: zanik więzi międzyludzkich, zwycięstwo instynktów pierwotnych, dominacja materii nad duchem i inne. Piszą o tym w swoich książkach młodzi polscy autorzy: Dorota Masłowska, Wojciech Kuczok czy Sławomir Shuty, temu poświęcają filmy Magdalena Piekorz, Jan Hryniak, Wojciech Smarzowski, tego wreszcie dowiemy się także ze sceny od autorów współczesnych dramatów: Janusza Głowackiego, Jerzego Pilcha czy Katarzyny Grocholi. Przypadek chorzowskiego pisarza Wojciecha Kuczoka jest szczególny. Uważa on, że jako autor nie ma płci. Zdarza się, że łatwiej opowiedzieć mu daną historię przez kobiecy typ wrażliwości, narratorkami niektórych jego opowiadań są kobiety. W sztuce, co wdzięcznie podejmują media, rodzi się model kobiecości zagrożonej, zagubionej, niekiedy wręcz upodlonej. Kobiecość upadłą zdarza się mediom piętnować, ale nie zawsze oferują one coś w zamian.
Media wychodzą naprzeciw kobiecym potrzebom. Spełniają oczekiwania czytelniczek, które wypełniając dodawane do magazynów ankiety, informują, o czym chciałyby czytać i jakie problemy nurtują je najczęściej. Na podstawie tych przesłanek powstają rubryki o modzie, urodzie, zdrowiu, partnerstwie, rodzinie, kuchni, domu i ogrodzie, turystyce, rozrywce… Media nie odpowiadają na pytanie „czy”, tylko „jak”. Nie roztrząsają dylematów, rzadko dokonują ocen, na ogół starają się wspomóc i doradzić. Bycie sędzią czyni odpowiedzialnym, przemawiają więc z pozycji adwokata.
Recepty na szczęśliwe życie i dobre rady znajdziemy w każdym numerze pism kobiecych. Okazuje się, że instynkt niepodzielnie rządzi życiem wszystkich ludzi, nadwrażliwość można zawsze pokonać, wszyscy są szczęśliwi, nawet jeśli o tym nie wiedzą, każda kobieta zostanie królową plaży. Media stworzyły własny język, szerząc wśród kobiet fałszywy egalitaryzm. Zakładają unifikację przedstawicielek płci pięknej, nie akcentując ich pojedynczej wyjątkowości. Podstawowy wspólny element, kobiecość, wiąże wszystkie pozostałe w całość, sprowadzając cenną różnorodność do jednej postaci. Takie ujednostajnienie odbiera jednostce przynależną jej oryginalność. Prowadzi do niebezpiecznego utożsamiania się z „my”, zamiast z „ja”.

 

Obraz świata przedstawiany przez magazyny kobiece jest nieprawdziwy. Szczęśliwe pary, rozległe posiadłości, uradowane dzieci spoglądają z okładek kolorowych pism, by w kolejnych numerach można było odnaleźć znaną twarz w nowych odsłonach. Z ekranu czy papieru rzeczywistość wypiera utopia. Hedonizm za wszelką cenę. Kobieta piękna i spełniona dzierży w swoich rękach moc nad światem. Nieważne, czym okupione jest jej szczęście, ile była skłonna za nie zapłacić. Z mediów wyłania się obraz kobiety bezustannie (na ogół też bezskutecznie) szukającej przyjemności. Przyjemność ta dotyczy rozmaitych dziedzin życia społecznego, a co za tym idzie, pozycji zawodowej, rozkoszy podniebienia, pożycia intymnego. Trwa pogoń za ułudą -wciąż więcej, lepiej, intensywniej… Współczesna kobiecość nastawiona jest na branie. Media podsycają apetyt.
Kobieta we współczesnych mediach zbyt często oznacza cielesność. Jej potrzeby, pragnienia, oczekiwania zawężają się do tej właśnie sfery. Metafizyka schodzi na dalszy plan. Z moich obserwacji wynika jednak gorzka prawda, iż przez większość kobiet jest to przyjmowane bez zniecierpliwienia. Ich akceptacja takiego stanu rzeczy wspiera postawy proponowane w wielonakładowych magazynach kobiecych. Z tej oto przyczyny ilość tytułów kwartalników, miesięczników oraz tygodników rośnie. Problematyka duchowości nie jest w nich głęboko analizowana, jeśli w ogóle.

 

Warto tu jeszcze wspomnieć o mediach niszowych. Istnieją wydawnictwa o niewielkim nakładzie, przez co ich znikomy udział w rynku powoduje, że nie kształtują opinii. Najmniejszym nośnikiem interesujących nas wartości kobiecych wydaje się radio, szczególnie zaś stacje komercyjne. Chociaż od niedawna radio ma płeć. Są stacje adresowane wyłącznie do kobiet albo jedynie do mężczyzn, co dotychczas było pomysłem telewizji.

 

Modele serialowe

 

Telewizja przoduje w ukazywaniu modeli kobiecości w telenowelach. Przerysowany obraz kobiety w tym nieprawdziwym, zakłamanym świecie może konkurować chyba jedynie z paradoksalnie fikcyjnym bytem reality show. „Poprzez media oglądamy świat w specyficznej soczewce. Na szczęście o tym, jacy są ludzie, dowiadujemy się głównie z osobistego doświadczenia. Najważniejsze są nasze związki z najbliższymi. Media nie pokazują tego, co jest w świecie najczęstsze – troski, miłości, życzliwości, odpowiedzialności, czułości. Prawdziwe życie nie jest medialne”2. Tymczasem widzowie telenowel utożsamiają się z ich bohaterami i wraz z nimi przeżywają wymyślone problemy. Modele kobiecości określają nie tylko serialowe postacie, w których istnienie po kilkudziesięciu odcinkach co bardziej przywiązani widzowie zaczynają wierzyć, ale też grające je aktorki. Gwiazdy M jak miłość, Klanu, Plebanii czy Na Wspólnej są znacznie bardziej popularne od aktorów, którzy w serialach nie grają. To je podziwia, docenia, wreszcie naśladuje publika. Wzorce tworzone w telenowelach ku pokrzepieniu serc materializują się w sercach gospodyń domowych.

 

Co ciekawe i smutne zarazem, proponowane modele kobiecości dotyczą wyłącznie określonego wieku. Kobieta powyżej sześćdziesięciu lat, poza niezbędną obecnością w telenowelach, dla mediów nie istnieje, wobec tegokobiecość jej nie dotyczy. Przestaje ona być, z racji swoich niewielkich przychodów, wdzięcznym konsumentem mediów. Nie jest odbiorcą reklam, co decyduje o pomijaniu jej w ostatecznym rozrachunku zysków. Odbieranie prawa do płci osobom starszym usuwa je poza ramy społeczeństwa, na które składają się młode, zdrowe jednostki. Problem ten nie dotyczy bowiem wyłącznie kobiet.

 

Przy rozpatrywaniu wzorów kobiecości lansowanych przez media należy dostrzec także ważny trend pozytywny – zagrzewanie do walk z chorobami, szczególny nacisk kładzie się zaś na zachorowania na raka. Porady dotyczące prawa czy finansów, znajdujące swoje miejsce we wszystkich gazetach kobiecych, wzbogacają współczesny model kobiecości o przydatną wiedzę praktyczną. Niezwykle trudno określić, w jakim stopniu model kobiecości jest dziś określany przez religijność. Wiara to temat przemilczany. Stworzenie z niego tabu doskonale wpisuje się w rolę współczesnych mediów. Ucieczki przed deklaracjami tłumaczy się intymnością wszelakich wyznań dotyczących religii. W kraju, którego 95% mieszkańców uważa się za katolików, w kobiecość nie jest więc wpisana przynależność duchowa do konkretnej religii. A przecież każda religia omawia rolę kobiety w społeczeństwie i jej funkcjonowanie w rodzinie, ukazuje wzorce postaw.

 

Dwudziesty pierwszy wiek przyniesie na pewno nowe modele kobiecości. Szansę stworzyć może zmiana roli mediów. Jeśli przyjmą one na siebie ciężar tworzenia wizerunków, kształtowania gustów, a nie podążania za oczekiwaniami odbiorców, doczekamy się, być może, kreowania interesujących postaw kobiecych. Oto, jak przyszłość kobiet ocenia psycholog Wojciech Eichelberger: „Kobiety też będą popełniać błędy, bo często horyzont szczęścia niewolnika wyznaczany jest przez głupotę i ograniczenia pana. Może być tak, na przykład, że kobiety przez jakiś czas nie będą chciały wchodzić do kuchni. A my,mężczyźni, będziemy cierpieć, że nikt nam nie gotuje, nie troszczy się o nas – twórców historii, cywilizacji i kultury […]. Jesteśmy przesiąknięci patriarchatem do szpiku kości. Wszyscy nim oddychamy. W przekazywaniu stereotypów uwarunkowania kulturowe są o wiele ważniejsze niż te rodzinne. Doświadczenie indywidualne może je tylko modyfikować”.

 

Patrząc w przyszłość, należy życzyć sobie, aby przyniosła ona uwolnienie się od przyjętych dotąd ról oraz stereotypów. Psychologowie prorokują, że przyjdzie nam uczyć się siebie i od siebie. Mężczyźni zaczną więc pojmować to, co do tej pory było właściwe tylko kobietom, zaś one podejmą trud zrozumienia obciążenia męskością. Dzięki temu prawdopodobnie zaczniemy lepiej rozumieć się nawzajem, wyraźniej rozpoznawać swoje potrzeby, by być sobie nawzajem bliższymi. Wielowiekowe dziedzictwo pokoleń skazywało nas do tej pory na walkę, ale chyba zbliżyliśmy się do punktu, w którym czas je przekroczyć. W imię wspólnego dobra pokonamy – trzeba mieć nadzieję – progi przynależnych nam płci, by wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi.

Izabela Górnicka-Zdziech/deon