“Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem . Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.” (Mt 4,1-11)

Dziś nie neguje się, tylko podaje się w wątpliwość. Jakże to wygodne! Jakże komfortowe! Jakże relatywne! Tak naprawdę, udowadnia się, że nie ma żadnej świętości, żadnej stałej wartości. Podważa się każdą wypowiedź.
W jakim celu? By moje wyszło na jaw. Tak właściwie to nic się nie dzieje. Ja tylko się rozglądam, zadaję pytania. Rozglądam się za tym, co wygodniejsze. To źle? Negując wszystko sprawiam, że nie mam kręgosłupa, punktu odniesienia, wszystko się rozmywa, jest niewyraźne. Dokładniej – nie rozmywa się mój cel, do którego dążę po trupach.
Zresztą widać z jaką zajadłością uderza się w owe stałe wartości. Dla przykładu, wartość życia i tego, co z nim związane. Jak to się robi? Podając w wątpliwość i pokazując jedną stronę medalu. Taka niesamowita wybiórczość, selektywność, skupianie się na szczególe z zapomnieniem całości. Kolejnym przykładem jest naginanie faktów, by pasowały do tego, co ja chcę. Jakże malutkie są nasze wizje!
Nie myślmy, że to nasze czasy tak funkcjonują. Perfidia polega na wsączaniu trucizny w serce, na zmianie wypowiedzi (to, co dziś zowie się manipulacją), na braniu tylko jednego fragmentu, tego, który w danym momencie mi pasuje, bez uwzględniania całości ciągu myślowego. Takie malutkie niedopowiedzenie albo dopowiedzenia malutkiego elementu. Takie chwytanie za słówka. Takie macanie terenu i wystawianie na próbę.

Jeśli jesteś

Nie idzie o to, by nie stawiać pytań, ale też nie o to, by wszystko podawać w wątpliwość. Na czym tak naprawdę stoję? Gdzie są bazy życia, myślenia, decydowania?
Jeśli jesteś… – jak ktoś się dobrze zastanowi to odkryje, iż jest to podawanie w wątpliwość, to próba zachwiania moimi podstawami.
Jeśli jesteś. to udowodnij to! Jesteś dzieckiem Boga to przeprowadź test DNA. Jesteś chrześcijaninem to „nadstaw drugi policzek”, zamknij się, jakoś umyka pytanie „dlaczego Mnie bijesz”. Jakże wielu znawców chrześcijaństwa i Kościoła pojawiło się w ostatnim czasie?! Jakże wielu cytuje Pismo Św. – szkoda, że do innych, a nie do siebie. Niczego nie musisz udowadniać! Tak jakbyś musiał udowadniać, że jesteś człowiekiem!
Jeśli jesteś… to natychmiast działaj! Rozdaj wszystko, co masz. Bądź pokorny jak ciele. Proś o przebaczenie. Nie zastanawiaj się, przyjmij to, co ja mówię. Łatwizna. Jeśli jesteś taki mądry, to czemu tyle zła na świecie? Jeśli jesteś taki dobry, to czemu tyle nędzy i głodu? Jeśli jesteś wierzącym, to co z tego masz? Jaki jest ten twój Bóg, który nie umie sobie poradzić z tym światem?
A potem usłyszysz, żeś taki głupi, naiwny. Obudź się, przecież Ktoś zabiera ci wolność, nie pozwala jeść owoców ze wszystkich drzew. Weź, nie bój się, nie martw się, na pewno nic ci się nie stanie. Zabijesz świadomość grzechu i uwolnisz się… A raczej uwolnisz w sobie bestię!

Ciągła nauka

W pokusie nie ma propozycji ani proporcji, nie ma jeśli chcesz. Jest odrzucenie tego, co było jako złego i włożenie na to miejsce czegoś innego: na pewno nie zginiecie. Omamić i wziąć w niewolę! Tak jak działanie narkotyku. Dawać – spróbuj – wsączać, by uzależnić, a potem to już z takim wszystko można zrobić.
Bóg szanuje człowieka, bo wie, kim on jest. Czy ja szanuję siebie? Trzeba wyjść na pustynię – doświadczenie braku, głodu – by odpowiedzieć sobie na to pytanie. Oderwać się od gwaru, hałasu, pokrzykiwania, tysięcy opinii i zdań. Wyciszyć się! By odkryć siebie samego, takim jakim jestem naprawdę. Nie jesteśmy bezwiedną, zwykłą gąbką, która nasiąka byle czym, dokładnie tym, co na nią spadnie!
A jeśli nawet taki obraz weźmiemy, to ja mam decydować o tym, czym nasiąkam. Rodzi się pytanie, jak na ów relatywizm, podawanie wszystkiego w wątpliwość reaguje Pan Jezus? On opiera się na czymś stałym, na tym, czym nasiąknął, na Bożym słowie.

Robert Więcek SJ/deon