Dlaczego stajemy się coraz bardziej nerwowi, niecierpliwi i zmęczeni? Sprawdź, co może być przyczyną twojego złego samopoczucia i dowiedz się, jak odzyskać chęć do życia.

 

Człowiek został tak stworzony, że jego działania realizują się w trzech krokach: zauważyć, myśleć, wykonać.

 

  • Na początku jest zawsze zauważenie – w najogólniejszym sensie percepcji. Istnieje percepcja zmysłowa, jak słuchanie, dotyk, smakowanie, widzenie i węch. Duchowa percepcja nazywana jest uświadomieniem sobie, uprzytomnieniem, przyjęciem do wiadomości. To wszystko odpowiada łacińskiemu słowu perceptio i polega na tym, że dociera do nas jakaś część rzeczywistości.

 

  • Po zauważeniu następuje myślenie. To nasza pierwsza reakcja na to, co zauważyliśmy. Umieszczamy zauważoną rzeczywistość w pewnym porządku i dokonuje się to przez dyskursywne myślenie: poddawanie refleksji, porównywanie, analizowanie, planowanie i wybieranie albo decydowanie.

 

  • Trzeci krok to wykonanie. Nasze przemyślenia przekuwamy w czyny. Stajemy się aktywni i realizujemy działanie.

Te trzy kroki następują po sobie w sposób konieczny. Nikt nie może zmienić ich struktury.
W naszym nowoczesnym i pełnym pośpiechu świecie proces ten coraz bardziej traci równowagę. Nadmiernie jest akcentowany drugi i trzeci krok i wyraźnie spychają one zauważanie na dalszy plan. Ledwie tylko coś zauważamy, rzucamy się natychmiast w myślenie, rozważanie, ocenianie i często w rozpamiętywanie. Na końcu tych rozważań pojawia się przeważnie wniosek, że z wieloma rzeczami się nie zgadzamy i wszystko chcielibyśmy zmienić. W ten sposób ujawnia się w nas “wielki aktywista”, popadający w gorączkową nadaktywność. Brakuje miejsca na uważność.
Ale to właśnie uważność ostatecznie prowadzi do Boga. Kontemplacja jest oglądaniem. Łacińskie słowo contemplari znaczy “oglądać”.

W życiu wiecznym nie będziemy o Bogu rozmyślać, ale Go oglądać. Nie będziemy także zajmować się Bogiem w zewnętrznej aktywności, tylko oglądać Go i miłować. To, co w niebie będzie naszym jedynym zajęciem, zaczyna się już na ziemi. Początkowo jednak nie zauważamy Boga, albowiem nasz niespokojny rozum i nasza gorączkowa aktywność odwracają nas od uważności. By się przygotować na łaskę kontemplacji, musimy nauczyć się “zauważać”.
Być uważnym znaczy stać się świadomym. Uważność jest sprawą duchową, jest aktywnością świadomości. Narządy zmysłów kierują do świadomości informacje, które nazywamy wrażeniami zmysłowymi: widzenie oczami, słyszenie uszami, wąchanie nosem, dotyk palcami i smakowanie językiem. W naszych ćwiczeniach rozpoczynamy od tych wrażeń zmysłowych, gdyż są one bardzo konkretne i łatwo dostępne. Krok po kroku przechodzimy następnie do bardziej duchowego zauważania.
Pozostać w uważności znaczy także pozostać w teraźniejszości. W przeszłość i w przyszłość przenosimy się przez myśli i życzenia. Co istnieje w danej chwili (“okamgnieniu”), jest teraźniejszością. Przeszłość była i przeszła. Pozostało z niej tylko wspomnienie i oddziaływanie. Przyszłość jeszcze nie przyszła. Być ukierunkowanym na rzeczywistość oznacza być w obecności, teraźniejszości. Bóg jest dostępny – obecny – w teraźniejszości. Dlatego w duchowości benedyktyńskiej opisuje się cel duchowej drogi jako “przebywanie w Bożej obecności”. Ale ponieważ na ogół żyjemy w przeszłości i przyszłości, musimy się nauczyć pozostawać w teraźniejszości. Stała uważność wobec teraźniejszości poprowadzi nas ku obecności Boga.
Zauważać, być świadomym, istnieć i być w teraźniejszości to praktycznie synonimy.
Uważność jest męcząca jak myślenie i działanie. Kiedy pracujemy rękami albo rozumem, wtedy musimy sobie pozwolić na przerwę, żeby odpocząć. Uważność jest najwyższą formą odpoczynku. Gdyby tak nie było, musielibyśmy w życiu wiecznym regularnie planować ferie, byśmy mogli odpocząć od oglądania Boga. Nie, uważność odświeża i regeneruje nasze siły. Kto prawdziwie odpoczywa, dochodzi stopniowo do kontemplacji. A kto wchodzi w kontemplację, odpoczywa.
Będziemy uczyli się uważności próbując przebywać dłużej w teraźniejszości bez wchodzenia w myślenie, bez przechodzenia do działania. To będzie w tej nauce najtrudniejsze. Wszyscy ludzie siłą rzeczy zauważają. Po ułamku sekundy zaczyna jednak działać nasz umysł. Odwracamy tym samym uważność od zauważania ku własnym ideom. Musimy się nauczyć przebywania w uważności.
To zakłada wielki zwrot. Jesteśmy zaproszeni, by pozostawić na razie myślenie i działanie, byśmy mogli zwrócić się ku zauważaniu. Gdy zreflektujemy się, że mimo wszystko ulegliśmy rozproszeniu i popadliśmy w świat naszych myśli, powróćmy natychmiast do zauważania. Chodzi o męczącą, drobiazgową pracę, która wymaga zaangażowania się całego człowieka.

 

Pierwszą nauczycielką jest przyroda

 

Wielką nauczycielką kontemplacji jest przyroda. Z nią rozpoczynamy naszą drogę. Udajemy się na łono przyrody i spacerujemy tak, jak to zazwyczaj czynimy. Następnie idziemy coraz wolniej i przystajemy. Przypatrujemy się na przykład drzewu. Pozwalamy, by ono na nas działało. Ledwie zaczęliśmy je oglądać, przychodzi może myśl, ile ma ono lat. To pytanie pochodzi z umysłu, z głowy. W ten sposób przeszliśmy na poziom mentalny. Nie jesteśmy już w czystej uważności. Gdy to stwierdzamy, powracamy do zauważania. Pozwalamy, by drzewo dalej na nas działało. Niepostrzeżenie przychodzi nam na przykład na myśl pytanie o wymieranie lasów i o stan tego drzewa. Jesteśmy znowu w głowie, ale powracamy przy zauważenia.

Potem wsłuchujemy się w ptaka. Nie po to, by stwierdzić, gdzie on siedzi albo jak się nazywa, ale tylko po to, by działało na nas jego świergotanie.
Zwracamy uwagę na odrobinę ziemi, którą wzięliśmy do rąk. Zatrzymujemy się na wrażeniu. Gdy się rozpraszamy, znowu wracamy do zauważania ziemi. Nie powinniśmy dać się zwieść naszemu rozumowi, bo wtedy łatwo wypłynie pytanie, od kiedy jestem rozproszony, dlaczego się rozpraszam i jaka myśl odwraca moją uwagę. To wszystko ma nas nie interesować. Ważne jest, aby nasza uwaga dalej trwała przy zauważeniu.
Sam fakt, że się rozpraszamy, nie jest zły. Skoro tylko to rozpoznajemy, wracamy, bez zastanawiania się nad tym, jak długo i dlaczego byliśmy rozproszeni.
Z uważnością przychodzi także całkiem nowe doświadczenie: nie musimy niczego osiągnąć. Presja, by czegoś dokonać, konieczność albo powinność aktywności niosą z sobą strach i strapienie. W kontemplacji nie musimy się wykazywać. Jesteśmy wolni od presji osiągnięcia wyniku.
Pozostajemy w kontakcie z przyrodą. Możemy przyglądać się niebu nad głową, słuchać szmeru strumyka, patrzeć na mrówki, zadziwić się pięknem kwiatu, wyczuwać wiatr na twarzy albo pozwolić, aby działała na nas gra obłoków. Jeśli dociera do nas z daleka odgłos samochodu, także to możemy zauważyć. Ważne jest, aby niczego nie oceniać ani nie chcieć zmienić, ale wszystko przyjmować tak, jak się nam objawia.

 

Może się zdarzyć, że zaczynamy się nudzić. Nuda jest uczuciem, któremu możemy się przyjrzeć. Jak odczuwam tę nudę? To pytanie może skierować naszą uwagę do wnętrza i prowadzić do zauważania naszej nudy. Wtedy jesteśmy znowu przy odczuciu. Po krótkiej chwili powracamy do zauważania przyrody.
Postawa kontemplacyjna prowadzi nas do zadziwiającej swobody. Wszystko, co jest, może po prostu być. Nie potrzebujemy niczego zmieniać. Pozostawiamy wszystko tak, jak jest. Nie szukamy ponadto żadnych informacji i nie obserwujemy. Tylko patrzymy. Na czym polega różnica między obserwacją a patrzeniem? Patrzenie jest bezinteresowne, obserwacja polega na szukaniu czegoś dla siebie. Znamy różnicę bardzo dobrze. Nigdy byśmy nie prosili, żeby Bóg nas obserwował. Ale cieszymy się, kiedy patrzy na nas dobrotliwie. W życiu wiecznym nie będziemy Boga obserwowali, tylko żyli w oglądaniu Jego samego.

 

 

Więcej w książce Franza Jalicsa SJ: “Kontemplacja. Wprowadzenie do modlitwy uważności”.

deon.pl