Wiara szuka doświadczeń. I każdy, kto wierzy, pamięta doświadczenia, dzięki którym, mimo wszelkich racjonalnych roztrząsań, wciąż może wierzyć: pamięta na przykład, że podczas jednego z nabożeństw doznał bliskości Boga. Albo też poczuł się w szczególny sposób poruszony, i powiedział sobie: to słowo do mnie dociera. Przemawia do mnie. Otwiera mi oczy na tajemnicę mojego życia.

 

Ale wierzący doświadcza też nieobecności Boga. Wiele osób, które w młodości były zafascynowane Bogiem, odwróciło się od Niego, gdyż przestał do nich przemawiać. Nie potrafią już czerpać ze swych dawnych doświadczeń. Mają poczucie, że Bóg się od nich odsunął. Także ci, którzy dziś nie wierzą, doznają wciąż nieobecności Boga. Bóg wydaje się nie wysłuchiwać naszych modlitw. Gdy wchodzimy w ciszę i medytujemy, nie czujemy Jego obecności. Bliskości Boga nie sposób wywołać żadnymi technikami duchowymi. Jeśli czujemy Jego bliskość, jest ona zawsze darem. Często jednak cierpimy, doznając nieobecności Boga. Doświadczenie to dzielimy z ateistami.

 

Jezus “posadził ją przy stole z niewierzącymi”

 

W historii współczesnej mamy już dwa przykłady osób głęboko pobożnych, które cierpiały z powodu nieobecności Boga. Jednym z nich są przeżycia świętej Teresy z Lisieux, stawianej przez wielu za przykład radosnej, dziecięcej duchowości. Jej współsiostry przedstawiły ją jednak jednostronnie, w nazbyt pobożnych barwach. W rzeczywistości w ostatnim roku życia cierpiała, doznając oddalenia od Boga.

 

Wszystko wydawało jej się bezsensowne. Nie czuła już Boga. Wszystko było pogrążone w mroku. Nawiedzały ją ateistyczne myśli. Jak sama pisała, “prześladują mnie myśli najzagorzalszych materialistów”. W ostatnim roku życia święta Teresa doświadczyła, że rzeczywiście istnieją ludzie niewierzący, ateiści. (…) W swym doświadczeniu ciemności Teresa czuła się solidarna ze wszystkimi, którzy wątpią w Boga, zwąc się ateistami. Zasiadła do ich stołu goryczy, by dzielić z nimi chleb. Pojęła, że są jej braćmi. Przy tym braterskim stole doznała tej samej ciemności, która odbiera wszelką nadzieję. Pozwala więc przemawiać do siebie tej ciemności, którą personifikuje: “Wierzysz, że pewnego dnia rozproszą się chmury, które cię otaczają! Nic z tego! Ciesz się na śmierć, która nie da ci tego, na co masz nadzieję, lecz otoczy cię jeszcze głębszą nocą, nocą nicości”.

 

Jean‑François Six, biograf Teresy, interpretujący niesfałszowane, autentyczne teksty świętej karmelitanki, przeczy jednak, by Teresa z Lisieux w ostatnim roku życia popadła w radykalny ateizm. Solidarnie cierpiała natomiast z ateistami, doznając podobnych doświadczeń. Dzięki tym doświadczeniom nie wynosiła siebie ponad nich. Była przekonana, że sam Jezus “posadził ją przy stole z niewierzącymi”.

 

Na nowo pojęła krzyk opuszczenia na krzyżu

 

Podobnych doświadczeń doznawała Matka Teresa z Kalkuty. Wszędzie stawia się ją za wzór pobożności i miłości bliźniego. A jednak także i ona w ostatnich latach życia cierpiała z powodu oddalenia od Boga. Nie doświadczała już sama tego, co głosiła innym. Cierpiała z powodu tej rozbieżności. Czuła się opuszczona przez Boga, niechciana, pusta. Niektórzy autorzy dostrzegali w tym oddaleniu od Boga przeciwieństwo tego, co Matka Teresa przeżywała na zewnątrz. Jednak to dzięki doświadczeniu nieobecności Boga dostrzegała w każdym człowieku oblicze Jezusa i każdemu okazywała swoją serdeczną troskę. Doświadczała bowiem swojej własnej nędzy. Chciała nieść cierpiącym ludziom miłość Boga nie dlatego, że zawsze tę miłość czuła, lecz dlatego, że była w niej głęboka tęsknota za nią. Doświadczenie opuszczenia przez Boga przeżyła jako udział w ziemskich cierpieniach Jezusa. Na nowo pojęła Jego krzyk opuszczenia na krzyżu.

 

Nieobecności Boga doświadczają zarówno ci, którzy wierzą w Niego, jak i ci, którzy Go negują. Doświadczenie to łączy jednych i drugich. Człowiek wierzący traktuje je jednak inaczej. Ufa swojej tęsknocie za Bogiem. Tęskniąc za Nim, wyczuwa w swoim sercu ślad, który Bóg w nim ukrył, by mu o Sobie przypomnieć. Niektórzy ateiści uznają to  doświadczenie nieobecności Boga za dowód, że Go nie ma. Tymczasem inni spośród nich są całkowicie otwarci na wyobrażenie Boga, którego nie można opisać, Boga, który wymyka się wszelkim obrazom. Są otwarci na tajemnicę, która nas otacza, są otwarci na duchowość. I ta duchowość ateistów jest dla nas, chrześcijan, wyzwaniem. Stawia nam pytanie, czy dość poważnie traktujemy niewiedzę, o której wciąż mówią mistycy, i czy aby nie nazbyt szybko zadowalamy się doświadczeniami obecności Boga, nie dopuszczając do siebie doświadczenia Jego nieobecności.

 

Mistyka ateizmu

 

Zdeklarowany ateista André Comte‑Sponville twierdzi, że ateista może zrezygnować z Boga, ale nie z duchowości. Mówi o duchowości bez Boga. Właściwie jednak rozumie przez to duchowość bez konkretnego obrazu Boga, który zna z dzieciństwa. Uważa, że człowiek to “istota skończona otwarta na nieskończoność”. Duchowość jest dla niego doświadczeniem tego, co nieskończone i absolutne. W ten sposób ateista przybliża się bardzo do tego, co podobnie ujmuje teologia negatywna. Francuski filozof mówi o swoich doświadczeniach mistycznych. Opowiada o nocnej wędrówce przez las. “I nagle… Co? Nic. Wszystko! Żadnego dyskursu. Żadnego sensu. Żadnych pytań. Tylko zdumienie. Pokój, który zdaje się wieczny. Gwieździste niebo nade mną, bezmierne, niezgłębione, rozsiewające światło, a we mnie tylko to niebo, którego częścią byłem, a we mnie tylko milczenie, światło, jak wstrząs szczęścia, jak radość bez przyczyny”.

 

W ten sposób swoje doświadczenie przyrody mógłby opisywać również mistyk chrześcijański. Otoczony pięknem natury, doznał dotknięcia tajemnicy. Mistyk chrześcijański nazywa je Bogiem lub śladem Boga, Jego blaskiem lub pokojem, który przepełnia mu serce. Czasem dobrze by nam zrobiło, gdybyśmy nie interpretowali natychmiast naszych doświadczeń, zdając się po prostu na doznanie nieopisywalnego.

 

Fragment pochodzi z książki Anselma Grüna i Tomáša Halíka “Bóg zagubiony. Wiara w objęciach niewiary”.