Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności!” Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!” Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb.” On rzekł: „Przynieście Mi je tutaj!” Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

 

[Mt 14, 13-21] 

 

 

Stawienie się w obecności Bożej: uświadom sobie, że stajesz przed Panem, że będziesz z Nim rozmawiał i słuchał tego, co On ma Ci do powiedzenia. Otwórz się na działanie Ducha Świętego. Proś, aby On pomógł Ci przeżyć to spotkanie jak najowocniej, w możliwie największym otwarciu się na Słowo Boże.

 

Modlitwa przygotowawcza zwyczajna: proś Boga, Pana naszego, aby wszystkie Twoje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (św. Ignacy Loyola, ĆD nr 46).

 

Prośba o owoc tej modlitwy: proś o postawę dyspozycyjności wobec ludzi, kiedy dostrzeżesz ich potrzeby, aby dawać im to, co jest im potrzebne do rozwoju i wzrastania. I jeszcze jedna prośba, abyś wiedział, kiedy trzeba odłożyć modlitwę na później, by być pomocą dla człowieka, kiedy jej potrzebuje teraz. 

 

Obraz do modlitwy: popatrz na Pana Jezusa, który choć sam potrzebuje dla siebie czasu odosobnienia (zwykłego odpoczynku), to jednak widząc tłumy, nie dba o swoje potrzeby, wygody, ale lituje się nad ludźmi, uzdrawia ich chorych, a później jeszcze ich karmi do syta, poprzez apostołów.

 

 

Kontekst 

 

Rozpocznijmy naszą modlitwę od jej usytuowania, od kontekstu tej sytuacji. To co chcemy rozważać, o uzdrowieniu chorych a także o rozmnożeniu chleba i ryb, następuje bezpośrednio po tym, jak Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela oraz, że Herod bierze Go za zmartwychwstałego Jana. Jezus usuwa się na miejsce pustynne. To jest bardzo ważne! To dobry czas dla Jezusa a także i dla nas, aby przemyśleć, przemodlić to, co się wydarzyło w ostatnim czasie w życiu Jezusa i naszym.

Miejsce pustynneto przede wszystkim miejsce spotykania się z Bogiem, miejsce modlitwy (Mk 1, 35) oraz miejsce wypoczynku (Mk 6, 31n). Wydaje się, że wieść o śmierci Jana, jest dla Jezusa momentem modlitwy, ponownego uświadomienia sobie, że i Jego misja jest niebezpieczna, związana z walką z nieprzyjaciółmi (szatanem). Także i dla nas ważne jest, aby mieć swoje miejsce pustynneczas na przemyślenie, modlitwę i odpoczynek. Bo i nasza wierność Jezusowi, to walka o wielką wartość i to nas „kosztuje”. Nieprzyjaciele są i będą obecni zawsze. Ich celem jest zniszczyć wieź z Bogiem-Ojcem, podważyć zaufanie do Ojca, zniszczyć dobro, któremu staramy się być wierni, a także naszą misję. Niebezpieczeństwo prorokom grozi zawsze. Wieść o śmierci proroka – Jana Chrzciciela – przymusza do głębszej modlitwy, refleksji nad swoją misją, odnowienia osobistej przyjaźni z Bogiem, wierności prawdzie, podobnie jak On. To ważne dla naszego wejścia w relację modlitewną z Bogiem i umocnienia tej relacji.

Zastanówmy się i nad naszą postawą, czy podobnie przeżywamy trudności oraz niebezpieczeństwa. Czy odczuwamy wówczas, że potrzeba nam więcej czasu na pobycie na osobności z Bogiem, na Adorację, by sytuację przemodlić, nabrać sił na modlitwie, przygotować się do ewentualnej konfrontacji? Czy też zwyczajnie być bardziej zjednoczonym z Jezusem na modlitwie? Czy też takiego zwyczajnego usłyszenia w sobie głosu pokrzepiającego od Boga?

 

 

Spotkanie

Przejdźmy teraz do rozważania naszego fragmentu Ewangelii z dzisiejszej niedzieli. Bóg przygotowuje lud spragniony obecności Mesjasza. Zanim Jezus dotarł łodzią na owo miejsce pustynne, tłum już czekał na Niego. Ale Jezus nie ucieka od nich, dostrzega ich sytuację i wychodzi naprzeciw ich cierpieniom. Co prawda Jezusowy plan był inny (miał odpocząć trochę, omodlić sytuację po śmierci Jana Chrzciciela); ale kiedy zobaczył olbrzymi tłum ludzi, to trochę pokrzyżowało Jego plany, jednaknie rozgniewało Go. Zmusiło tylko do szybkiego zweryfikowania planu: zlitował się nad ludźmi i wpierw uzdrowił ich chorych, odkładając na później planowaną modlitwę i odpoczynek.

Pytanie do nas: czy mamy w sobie takie wyczucie, podobne do Jezusowego, aby odłożyć odpoczynek, modlitwę, na stosowniejszy czas a zająć się potrzebami drugiego człowieka w jego sytuacji? Oczywiście, nie może to stać się regułą, lecz wyjątkiem. Czy wartość wzrostu duchowego czy też zdrowia fizycznego u bliźniego, jest także dla mnie wartością, że chcę mu pomóc?

Współodczuwanie

Wracając do sytuacji z Ewangelii, to co zwraca naszą uwagę u Pana Jezusa, to po pierwsze, Jego cierpliwość i współczucie. Wobec tłumu, który szedł za Nim i – jeśli można tak powiedzieć – «nie dawał Mu spokoju», Jezus nie okazuje zdenerwowania, nie mówi: «Ci ludzie naprzykrzają Mi się». Nie, nic z tych rzeczy. Okazuje natomiast współczucie, wie bowiem, że szukają Go nie z ciekawości, lecz z potrzeby. Zauważmy jednak, że współczucie – to, którego doznawał Jezus – nie jest zwykłym odczuwaniem litości; jest czymś więcej! Oznacza współ-czucie; współ-cierpienie, z Nami; to jest utożsamianie się z cierpieniem innych, aż do wzięcia go na siebie (por. Mt 8, 17). Taki jest Jezus: cierpi razem z nami, czuje tak jak my.

Troska o dobro innych, była większa niż zatroskanie o swoją przyszłość. „Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych”. Jakaż piękna scena, Jezusa zdjętego litością nad bolączkami ludzi, przychodzącego im z pomocą – leczy ich. Mało tego na tym uleczeniu nie poprzestał… idźmy dalej…

Zapowiedź 

Z pewnością dla nas wszystkich jest oczywiste, że rozmnożenie chleba na tym pustkowiu, jest zapowiedzią ustanowienia Eucharystii. Popatrzymy na Jezusa, co On czyni, otóż zanim Jezus rozmnoży chleb, spogląda w niebo, zwraca się do Ojca w modlitwie błogosławieństwa i dziękczynienia. Mówi nam Ewangelia, że Pan Jezus „wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom” (w. 19). Sposób nakarmienia tłumu na pustkowiu przypomina ostatnią wieczerzę Pana Jezusa z Apostołami. Tutaj oraz podczas Ostatniej Wieczerzy, Jezus zachowuje się bardzo podobnie: „A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” (Mt 26, 26). Wniosek dla nas oczywisty, to co dzieje się na tym pustkowiu jest zapowiedzią Eucharystii.

Postawa uczniów

Ważna sprawa w tym wydarzeniu to postawa uczniów. Postawa, jaką powinniśmy zająć, jako Jego uczniowie. Mówi Jezus uczniom: „… wy dajcie im jeść!” Tu otwiera się i dla nas niebagatelne zadanie. Pan Jezus mógł zdobyć chleb skąd chciał; ale liczy na współdziałanie z ludźmi, potrzebuje niewiele: dwie ryby, trochę chleba. Niewiele a zarazem wszystko: kilka chlebów i kilka ryb. Ty i ja (jako uczniowie) jesteśmy Mu potrzebni, a On jest Bogiem! To powinno nas przynaglać, byśmy hojnie odpowiadali na Jego łaski. Nie potrzebuje nikogo z nas, a – jednocześnie – potrzebuje nas wszystkich. Jakie to wspaniałe! Jesteśmy mali, mało znaczymy, czasem nieporadni, a On prosi nas o współpracę, o to niewiele, o to, co mamy, o wszystko!

Ten, kto idzie za Jezusem i jest Jego uczniem ma karmić innych. Ale to Jezus przyjmuje rolę Gospodarza, Pana domu, który troszczy się o posiłek. Bycie uczniem Jezusa ma o tyle sens, o ile jest związane z karmieniem innych. Wszyscy synoptycy, pomimo wyraźnych różnic w redakcji tego wydarzenia, opisując pierwsze rozmnożenie chleba relacjonują słowa Jezusa: „wy dajcie im jeść!” (por. Mt 14, 16; Mk 6, 37; Łk 9, 13). To polecenie wydaje się także sprawdzianem wiary uczniów, naszej wiary.

Panu Jezusowi, dla objawienia mocy Boga, wystarczy niewielka ilość chleba. Dla Niego nie jest przeszkodą do tego, aby nakarmić liczne rzesze. Potrzebna jest tylko wiara. On wie, co z tym ma uczynić! Dla Boga nie istnieje przeszkoda małej ilości pokarmu, ale braku wiary. Jaka jest nasza wiara w moc Jezusa? 

Jezus syci z obfitością, tak, że pozostają jeszcze resztki, daje więcej niż potrzeba. Nadmiar jest charakterystyką, stylem, sposobem Bożym. Podobnie w przypowieści o siewcy występuje nadmiar siania. Hojność z jaką Pan Jezus daje się nam jako pokarm w świętej Hostii, ukazuje wielkość Jego miłości. Żebyśmy na tę miłość starali się odpowiedzieć naszą postawą – to nasze zadanie.

Finał 

Oszałamia nas dysproporcja: „pięć chlebów i dwie ryby!”; a nakarmionych zostało „pięć tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci!” Nie jest to rzeczą po ludzku możliwą, aby taką ilością chleba i ryb, jaką posiadali uczniowie, nakarmić taką mnogość ludzi. To był cud, zdziałany przez Jezusa, nakarmiono taki tłum. 

Cudowny pokarm rozdzielany przez Jego uczniów ma sycić pragnienia wszystkich wierzących. Eucharystia ma w sobie moc nasycić wszystkie nasze, moje najgłębsze pragnienia.

Rozmnożenie chleba i ryb oraz nakarmienie tłumów zapiera dech w piersiach. Można by pomyśleć: gdyby dziś Jezus karmił ludzi w taki sposób, kościoły byłyby pełne. Byłaby to największa akcja ewangelizacyjna! Tylko, że tak nie jest. Nie dlatego, że Jezus przestał działać, ale dlatego, że to człowiek nie chce już iść za Nim. Nie słucha Jego słów, ani poleceń. Nie chce też podzielić się z Nim tym, co posiada. Dramatem nie jest więc niemoc Boga, ale niemoc człowieka. Potrzebna jest wiara i zaufanie Jezusowi, posłuszeństwo Jego głosowi i chęć przekazywania innym tego, co od Niego otrzymuję. Rola uczniów w rozmnożeniu chleba jest pięknie opisana w mowie misyjnej Jezusa. Mówi Jezus do uczniów: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! (Mt 10, 8). To czynią uczniowie, do tego Jezus zaprasza. 

Powierzajmy Jezusowi wszystkie nasze szczególne pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły, a które nas prowadzą do większej wrażliwości na drugiego człowieka i na jego potrzeby, zarówno duchowe, jak i materialne.

 

 

Zachęcam Cię, na zakończenie tej modlitwy, do szczerej rozmowy z Panem, do oddania Mu tego wszystkiego, co udało Ci się dzięki Jego łasce zobaczyć, w czasie tej modlitwy. Zwróć uwagę, aby ta rozmowa miała związek z Twoimi refleksjami na medytacji. Pomyśl także o tym, co ta modlitwa zmieni w Twoim życiu? Warto wciąż przypominać sobie, że spotkania z Jezusem na modlitwie mają prowadzić do realnych zmian w życiu, do nawrócenia. Zastanów się nad tym, jaki konkret z tej modlitwy bierzesz do swojego życia. Zapytaj Jezusa i siebie czy współczuję ludziom, którzy cierpią, ludziom z marginesu, będącym w nędzy duchowej czy potrzebie materialnej? Co mogę uczynić? Jak ich nakarmić? Jakie jest zadanie dla mnie jako ucznia?

Swoje spotkanie z Panem zakończ modlitwą do Ducha Świętego: 

Duchu Święty, Pocieszycielu, uświęcający moją duszę:

– racz mi udzielić daru mądrości, abym poznał i umiłował Prawdę Wiekuistą i nigdy dóbr tego świata nie przedkładał nad dobro wieczne,

– daj mi dar rozumu, aby poznał prawdy objawione, o ile dozwala nieudolność ludzka,

– daj mi dar umiejętności, abym się przekonał o nicości rzeczy stworzonych i swojej, żebym gardził marnościami tego świata,

– daj mi dar rady, abym ostrożnie postępował wśród niebezpieczeństw życia doczesnego i spełniał wolę Bożą,

– daj mi dar męstwa, aby przezwyciężał pokusy nieprzyjaciela i znosił prześladowania,

– daj mi dar pobożności, abym się rozmiłował w rozmyślaniu, w modlitwie, w służbie Bożej,

– daj mi dar bojaźni Bożej, abym pilnie unikał wszystkiego, co by Cię mogło obrazić.

Do tych darów dodaj dar pokuty, abym grzechy swoje opłakiwał i ducha umartwienia, abym zadość uczynił Bożej sprawiedliwości. Amen.”

 

Zachęcam Cię także, abyś zanotował chociaż kilka myśli z tej modlitwy, niech pozostanie po niej jakiś materialny ślad, niech te notatki stanowią Twój duchowy dzienniczek. Tak, abyś mógł wrócić do tego, co stało się Twoim doświadczeniem w spotkaniach z Jezusem.

Opracował o. Maciej Konenc SJ

 

 

Bonus!

 

U stóp ołtarza w bazylice Cudownego Rozmnożenia Chleba w Tabdze znajdują się resztki bizantyjskich mozaik z V wieku. Najsłynniejsza z nich przedstawia kosz z chlebem i ryby. Jednak w przeciwieństwie do relacji Ewangelistów, artysta umieścił w koszu nie pięć, ale cztery chleby. „Piąty chleb” – to Hostia, która na całym świecie, każdego dnia i w każdej minucie staje się na ołtarzu Ciałem Chrystusa, które karmi ludzkość od dwóch tysięcy lat. „Piąty chleb” to również symbol każdego, kto żyje i trwa zjednoczony w miłości z Jezusem. Czy jestem „Piątym chlebem” dla głodującego świata?

 

Opowiadanie

 

Straszliwa burza rozszalała się na morzu. Gdy minęła, tak gwałtownie jak przyszła, plaża była pokryta błotem, w którym zwijały się w agonii tysiące rozgwiazd. Zjawisko to przyciągnęło wielu ludzi. Pojawiły się nawet ekipy telewizyjne, aby sfilmować to dziwne zjawisko. Rozgwiazdy umierały. W tłumie stało dziecko, trzymane za rękę przez ojca. Ze smutnymi oczyma wpatrywało się w małe rozgwiazdy. Wszyscy na nie patrzyli, ale nikt nic nie robił. Nagle dziecko puściło rękę ojca, zdjęło buciki i skarpetki, i pobiegło na plażę. Pochyliło się i małymi rączkami wzięło trzy rozgwiazdy, i biegnąc szybko zaniosło je do wody, potem wróciło
i zaczęło robić to samo z następnymi. Jakiś mężczyzna zawołał:

– Co robisz chłopczyku?

– Wrzucam do morza rozgwiazdy. Inaczej zginą na plaży – odpowiedziało dziecko.

– Tu znajdują się tysiące rozgwiazd, nie możesz uratować ich wszystkich. Jest ich zbyt wiele! – zawołał mężczyzna. – Tak samo jest na tysiącach innych plaży wzdłuż brzegu! Nie możesz tego zmienić!

Dziecko pochyliło się, by wziąć do ręki inną rozgwiazdę i rzucając ją do wody, powiedziało:

– A jednak dla tej rozgwiazdy to ogromna zmiana!

Mężczyzna przez chwilę milczał, potem pochylił się, zdjął buty i skarpety. Zszedł na plażę. Zaczął zbierać rozgwiazdy i wrzucać je do morza. Po chwili przyłączyły się dwie dziewczyny. Było ich już czworo, wrzucających rozgwiazdy do morza. Po paru minutach było ich pięćdziesiąt, potem sto, dwieście osób, które wrzucały rozgwiazdy do morza. Udało się je uratować!

Każdy z nas wcześniej czy później doświadcza uczucia bezradności i zniechęcenia, gdy staje w obliczu tragedii, bólu, braku, na który nie można znaleźć zadowalającej odpowiedzi, właściwych środków, wystarczającej ilości jedzenia…

Czy to oznacza, żeby się zatrzymać i poddać zniechęceniu? Żeby przestać cokolwiek robić? Tak byłoby najłatwiej. Bóg zawsze podpowiada nam, co możemy zrobić. Najpierw wydaje się to bezsensowne, zbyt małe, nic nie znaczące. Gdy jednak stopniowo zaczynamy się angażować robiąc to, co możemy zrobić, okazuje się, że pojawią się wokół nas ci, którzy będą chcieli nam pomóc, którzy do nas dołączą.

Dwa tysiące lat temu do pewnego palestyńskiego wieśniaka dołączyło dwunastu prostych, niewykształconych ludzi. Dziś ta grupa to 1/6 ludzkości, ponad miliard ludzi na całym świecie, którzy wierzą, że moc dobra jest większa od zła, którzy wierzą i dają temu świadectwo, że 1+12 nie równa się 13. Równa się czasem 100, czasem 1000 a czasem 1.000.000.000. Potrzeba, aby dla przemiany świata ktoś, nawet mały, miał odwagę uczynić pierwszy krok.

Kiedy uwierzymy, że otrzymaliśmy od Boga wszystko, co potrzebne, by przemieniać ten świat, by służyć ludziom, wtedy z wiarą możemy czynić dobro, które wcześniej wydawało nam się niemożliwe! Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia! Tak mówił św. Paweł. A Ty, co dziś powiesz innym swoimi czynami?

 

Foto: bing.com