Bożena Wałach / DEON.pl

Jeszcze do niedawna ideami ruchu Slow interesowali się wyłącznie hipisi albo wypaleni biznesmeni, którzy między pierwszym, a drugim zawałem uzmysłowili sobie, że nie tak miało wyglądać ich życie. Dziś opór przeciw nadmiernemu przyspieszeniu staje się powszechny, a ruch na rzecz spowolnienia zyskuje na popularności.

 

Sprzeciw wobec nadmiernej prędkości życia nie jest niczym nowym, istniał od zawsze – odnajdujemy go w filozofii starożytnej, w Biblii czy religiach Wschodu. Jednak od czasu rewolucji przemysłowej, gdy wszem i wobec ogłoszono, że „czas to pieniądz”, rośnie tempo pracy i życia. I trudno pozbyć się wrażenia, ze szybkość, która miała ludziom służyć, dziś zdecydowanie bardziej szkodzi.

 

Jeden z propagatorów ruchu Slow, profesor Guttorm Fløistad, przyznał, że jedyna rzecz, której możemy być dziś pewni to nieustanne, coraz szybsze zmiany. Jeśli chcemy być na bieżąco, musimy zwiększyć własne tempo. A efekt tego jest taki, że żyjemy „mniej dokładnie i krótszymi zdaniami”, jak świetnie wyraziła to Wisława Szymborska. Tymczasem nasze podstawowe potrzeby pozostają niezmienne. Fløistad: – Potrzeba bycia zauważonym i docenionym. Potrzeba przynależności. Potrzeba miłości. Możemy tego doświadczyć tylko w „powolnych” relacjach z drugim człowiekiem.

 

Slow Movement. O co więc chodzi?

 

O to, by żyć w zgodzie ze sobą, otaczającymi nas ludźmi, przyrodą, własnymi uczuciami. Stać się panem czasu i odnaleźć właściwe dla siebie tempo życia. Więcej odpoczywać, zajmować się dziećmi, nie brać dodatkowych zajęć, nie starać się mieć wszystkiego naraz. Żyć lepiej, bardziej świadomie.

„Wyhamuj, zatrzymaj się, daj sobie chwilę, zastanów się, jak i po co żyjesz – mówią propagatorzy Slow Movement.

 

A jak pokazuje rozwój ruchu, zasadę „wyhamowania” można stosować we wszystkich sferach życia, począwszy od wyboru pracy, sposobu podróżowania, a skończywszy na wyborze jedzenia i sposobów spędzania wolnego czasu. Oto kilka przykładów:

 

Fast Food Slow Food

 

Idea Slow bierze swój początek od organizacji Slow Food, która była wyrazem buntu przeciw barom typu Fast Food. Gdy w 1986 roku w centrum Rzymu, obok Schodów Hiszpańskich, powstał pierwszy McDonald, krytyk kulinarny i restaurator Carlo Petrini wściekł się i z grupą znajomych założył Slow Food. „Stajemy się niewolnikami pośpiechu i ulegamy podstępnemu wirusowi, jakim jest Fast Life, który niszczy nasze zwyczaje, narusza prywatność naszych domów i zmusza nas do jedzenia fast foodów” – pisał Petrini.

Dziś jego organizacja zrzesza ponad 130 krajów, z których każdy posiada swój lokalny oddział. Broni tradycyjnych dań, a także upraw. Stawia na naturalną i zdrową żywność, wytwarzaną przez lokalnych producentów. Slow Food ma na swoim koncie sukcesy. We Włoszech pół miliona ludzi podpisało petycję, by rząd nie wprowadzał równie ostrych norm higienicznych dla małych rodzinnych producentów żywności jak dla megakoncernu Kraft.

 

Ale Slow Food to nie tylko obrona tradycyjnie wytwarzanej żywności. Organizacja zwraca też uwagę na to, jaką ogromną wartość ma czas spędzony przy stole z rodziną i przyjaciółmi, wspólne „odkrywanie smaków” i jak ogromnym nieporozumieniem jest kilkunastominutowy posiłek w barze fast-food.

 

Slow Cities („powolne miasta”)

 

Slow Cities powołały stare, małe i średnie miasta europejskie, które miały dość wielkiego ruchu aut, hałasu i tłoku. Miasta te budują deptaki, redukują ruch, sadzą kwiaty i drzewa, są życzliwe rowerzystom, nakłaniają inwestorów, by na głównych placach otwierali restauracje, a nie supermarkety. I zachęcają ludzi, by ci kupowali zdrową żywność od rolników z okolicy.

 

Pierwszym Slow City było toskańskie miasteczko Greve. Kolejnym Bra, Positano i Orviet. Dziś we Włoszech możemy się ich doliczyć 42. Kolejne są w Anglii, Hiszpanii, Portugalii, Austrii i Norwegii, a także w Polsce (mazurskie miasteczko Reszel).

 

„Powolne miasto” nie może mieć więcej niż 50 tys. mieszkańców i musi spełniać całą listę wyśrubowanych kryteriów, ale idea SLOW promieniuje również na metropolie. W Londynie pojawił się inspirowany Slow Movement festiwal The Slow Down London. Pierwsza edycja odbyła się w 2009 roku. Zamiarem organizatorów było pokazanie londyńczykom, że można polepszyć jakość swojego życia, zwalniając tempo i stawiając na to, by robić rzeczy „dobrze” a nie „tak szybko, jak to możliwe”. – To przecież szaleństwo, że idąc chodnikiem wściekamy się, gdy ktoś idący przed nami porusza się zbyt wolno – mówiła magazynowi „The Times” Tessa Watt, jedna z organizatorek festiwalu. Uczestnicy poza poznaniem sposobów relaksowania się w miejskim otoczeniu, mieli okazję wziąć udział w godzinnym spacerze po Waterloo Bridge, który w normalnych warunkach zajmuje zaledwie kilka minut…


Slow Travel („powolne podróże”)

 

To propozycja spędzenia wakacji w taki sposób, by po ich upływie nie czuć, ze potrzebujemy … wakacji. „Powolni” turyści są wolni od presji „zaliczania” sztampowych atrakcji turystycznych i pogonią za wrażeniami. Zdecydowanie chętniej zatrzymują się na dłużej w jednym miejscu, nocują w namiotach, kempingach czy chatach, gotują na bazie lokalnych produktów, wybierają piesze i rowerowe wycieczki, eksplorują miejscowość, poznają lokalną społeczność, a nawet włączają się w jej działalność (coraz bardziej popularną formą spędzenia urlopu staje się wolontariat w krajach rozwijających się). A przede wszystkim przestają nerwowo zerkać na zegarek, wyłączają telefony komórkowe i uwalniają się od obsesyjnego sprawdzania poczty elektronicznej. 

 

Kolejna utopia?

 

Ruch Slow nie jest dziełem jednej organizacji. Pomysł „zwolnienia tempa” propaguje wiele mniejszych i większych stowarzyszeń i organizacji na całym świecie, a ich filozofia dotyka każdej sfery ludzkiego funkcjonowania. Bo ruch Slow to także segregacja odpadów, racjonalne zużywanie energii, kupowanie produktów z logiem „eco friendly”, alternatywne metody edukacji (slow school), sprawiedliwy handel i wiele innych. Wszystko to, co pozwala nam żyć bardziej świadomie. Czy to możliwe?

 

Zwolennicy ruchu przekonują, że tak. Bo nie chodzi o to, by rzucić wszystko, zamieszkać w głuszy i hodować rośliny (choć i takie scenariusze się zdarzają). Wystarczy znaleźć tempo właściwe dla siebie i starać się żyć sensownie.

 

Carl Honore, kanadyjski dziennikarz, którego książka „Pochwała powolności. Jak światowy ruch sprzeciwia się kultowi szybkości” stała się światowym bestsellerem i ukazała się w ponad 30 krajach, jest jednym z twórców ruchu Slow. Honore tłumaczy, że każdy z nas samodzielnie prowadzi walkę z prędkością i pędem życia. Na jego blogu czytamy: Możesz być „slow” gdziekolwiek jesteś, bo to nic innego jak stan umysłu. Chodzi o to w jaki sposób wykorzystujesz czas. Nawet w Londynie, tętniącej i energetycznej metropolii, można zwolnić i pójść własnym tempem – przekonuje.