Czy akceptuję moje błędy?

 

Natura ludzka jest słaba. Dlatego wymyślono gumki do ołówków. Wszyscy popełniamy błędy. Pan Bóg wyposażył zwierzęta i ptaki w nieomylny instynkt, ale ludzie muszą uczyć się większości rzeczy metodą prób i błędów. Pewien mędrzec powiedział: „Spróbuj uczyć się na błędach innych. Zycie jest zbyt krótkie, aby pozwolić sobie na popełnianie ich wszystkich samemu”. Większość ludzi uważa za oczywiste, że nie popełniając błędów, nie dochodzi się też zazwyczaj do żadnych odkryć. Jedynymi prawdziwymi błędami są te, które nie uczą nas niczego. Błędy są doświadczeniami w procesie uczenia się. A więc powitajmy je wśród nas!

 

Podobnie jak większość cnót, duch zrozumienia i tolerancji zaczyna się na własnym podwórku. Tak już jest, że większość z nas musi przeżyć „rozpacz ego”, zanim będziemy w stanie zaoferować samemu sobie odrobinę przyjaznego zrozumienia. Musimy sięgnąć przysłowiowego dna, zanim znowu będziemy mogli się wznieść.

 

Muszę zatem zadać sobie pytanie: Gdzie jestem? Czy wciąż roztrząsam „naszpikowaną błędami przeszłość”? Czy udało mi się pozbyć uczucia zakłopotania w obliczu niepowodzeń i przykrości? Czy mogę szczerze i ze spokojem powiedzieć: „Oto osoba, którą byłem, dawny ja. To nie jest osoba, którą jestem obecnie, nowy, teraźniejszy ja”? Wielu z nas nie uświadamia sobie, że popełnione w przeszłości błędy czegoś nas nauczyły, że po prostu trochę wydorośleliśmy. Czy zdaję sobie sprawę z tego, że dawny ja nauczył nowego ja wielu rzeczy?

 

Pułapką może się okazać identyfikacja z ciemną stroną osobowości i błędami przeszłości. Polega ona na utożsamianiu się z sobą dawnym. Ktoś np. w dzieciństwie był gruby, a jako dorosły jest szczupły. Istotne pytanie brzmi: czy myśli on o sobie jako o grubym, czy szczupłym? Rzecz jasna, rozwój zakłada zmiany, a zmienić oznacza „pozwolić odejść”. Czy jest to dla ciebie łatwe czy trudne? W jakim stopniu? Pamiętaj, musimy startować z pozycji bezwzględnej szczerości albo nigdy nie dojdziemy do prawdy. A bez prawdy nie ma rozwoju, nie ma radości.

 

Czy akceptuję moje uczucia i emocje?

 

Większość z nas przeżywa wahania nastroju: wzloty i upadki. Istnieją jednak również takie uczucia, które na wygnanie skazuje sposób, w jaki zostaliśmy „zaprogramowani” we wczesnych latach życia. Ja na przykład zawsze odczuwam niechęć do przyznania się do strachu, ponieważ mój ojciec utrzymywał, iż „mężczyzna nie boi się nikogo ani niczego”. Niektórzy czują się zobowiązani do tłumienia uczuć zazdrości lub samozadowolenia. Ktoś musiał ich kiedyś nauczyć, że takie uczucia są niedozwolone. Litowanie się nad samym sobą jest uzasadnionym uczuciem, które niemal powszechnie zostało skazane na potępienie. Każdemu chyba zdarzyło się usłyszeć – a może nawet uczynić – taką uwagę: „Ty to się wiecznie nad sobą użalasz”.

 

Wydaje się, że na to jak sobie radzimy z różnymi emocjami wpływają nasze o nich sądy. Trzeba sobie zatem zadać również takie pytanie: Czy są we mnie uczucia, którym pozwalam stać się przeszkodami na drodze do radosnej akceptacji samego siebie? Czy odczuwając strach, ból, złość, zazdrość, niechęć, samozadowolenie lub litość dla samego siebie, potrafię się wyzbyć uczuć krytycznych w stosunku do mojej osoby i nie potępiać siebie? Czy istnieją we mnie uczucia, które chciałbym ukryć, mając przy tym nadzieję, że po prostu przeminą?

 

Czy akceptuję swoją osobowość?

 

Nie wdając się w szczegóły, można chyba założyć, nie narażając się na ryzyko, że istnieją określone typy osobowości. Wydaje się, że są one częściowo zakodowane genetycznie, a częściowo kształtują się we wczesnych etapach ludzkiego życia. Rzecz jasna, w obrębie każdego typu osobowości zdarzają się osobniki zdrowe i chore.

 

Zawsze znajdzie się także miejsce dla zmian. Niemniej zasadniczy typ jest zazwyczaj dobrze ugruntowany w każdym z nas. I tak jedni z nas są ekstrawertykami, inni introwertykami; jedni są urodzonymi przywódcami, inni lojalnymi naśladowcami; jedni są milczący, inni gadatliwi; jedni są zabawni, inni nie potrafią nawet właściwie odebrać dowcipu; jedni są gruboskórni, inni nadwrażliwi. Ale każdy z nas jest jedyny i niepodobny do innych. Odróżniają nas indywidualne dary. Określają nas indywidualne ograniczenia. Co w mojej osobowości sprawia, że cieszę się, że jestem sobą? Czy mój typ osobowości wydaje mi się atrakcyjny, czy nieciekawy?

 

Chcąc lepiej zrozumieć swoją osobowość, można na przykład spróbować sporządzić spis cech, które określają nas najlepiej: cichy, szczery, dyplomata, dowcipny, elokwentny uczuciowy, skomplikowany, samotnik, pełen radości, zamartwiający się itd. Następnie należy poprosić bliskiego i szczerego przyjaciela, aby ułożył podobną listę, która będzie się do nas odnosić – aby spróbował uchwycić najważniejsze, według niego, cechy naszej osobowości. Zestawienie tych dwóch list powinno dać do myślenia. Moja osobowość to ja-w-działaniu. Czy podoba mi się to, co widzę, czy też jestem sobą rozczarowany? Czy chciałbym przeprowadzić radykalne zmiany w mojej osobowości, czy też poprzestanę na tym, kim jestem? Czy chciałbym, żeby ktoś taki jak ja został moim serdecznym przyjacielem?

 

Więcej w książce: Twoje szczęście jest w tobie – John Powell SJ