Głód emocjonalny i cywilizacja uzależnień

 

Dzisiejszy człowiek – jak mówi Henri J. M. Nouwen – to człowiek nuklearny, czyli rozbity i bez korzeni. Wyraża się to w relatywizacji świata wartości, przez co tworzy on sobie ideologie fragmentaryczne. Wybiera z nich to, co mu odpowiada i na co ma ochotę. Ponadto poszukuje nieśmiertelności obiecywanej przez osiągnięcia współczesnej cywilizacji. Patrząc dalej – kontynuuje Henri J. M. Nouwen – obecne pokolenie bez korzeni jest pokoleniem rozbitym, zamkniętym w swoim wnętrzu, nie wchodzi w bliższe i głębsze relacje (cyberświat), jest pokoleniem bez ojca, które w swoich postawach i zachowaniach staje się konwulsyjne i uzależnione[8].

Wcześniej przedstawione mechanizmy uzależnień ukazują powstawanie wewnętrznego głodu, który nie może zostać zaspokojony. Im bardziej człowiek napełnia się rzeczami, doświadczeniami czy przeżyciami, tym bardziej pozostaje w nim coś niezaspokojonego. Ma to znamiona neurotyczne, które z kolei są pogłębiane i rozdmuchane przez mechanizm konsumpcji wszechobecny we współczesnej cywilizacji. Charakteryzuje ją świat reklam i pożądania. W wielu aspektach cywilizacja ta jest neurotyczna[9].

 

Głód miłości

Współczesna cywilizacja rodzi ludzi uzależnionych, którzy w zachowaniu i codziennych postawach reagują jak neurotycy. Kim jest neurotyk? To osoba, która czując się osamotniona, odczuwa głęboki lęk, często nieuświadomiony, i odbiera świat jako wrogi. Czując się bezradna i podświadomie niedowartościowana, rozpaczliwie szuka i tęskni za miłością. Głód miłości, który głęboko odczuwa, prowadzi do neurotycznego poszukiwania owej miłości. Im bardziej jej pragnie, tym bardziej przyjmuje postawę i stawia warunki, które miłość uniemożliwiają.

W każdym człowieku jest naturalna potrzeba bycia kochanym oraz potrzeba doświadczenia miłości bezwarunkowej. Wyraża się w tym tęsknota za miłością doskonałą. Doświadcza jednak miłości warunkowej, zaborczej i interesownej, która pozostawia w nim egzystencjalne zranienie. To znowu powoduje, że z jednej strony rozwija się w człowieku wielkie pragnienie miłości, a z drugiej zaś – daje o sobie znać lęk przed nią i przed zranieniem[10]. To szczególna forma doświadczenia własnej kruchości, która wyraża się w poczuciu bycia zranionym i doświadczeniu osamotnienia[11] oraz przybiera różnorodne formy w zachowaniu, przeżywaniu i wyrażaniu. Zwykle jest to szczególny rodzaj poszukiwania miłości i intymności. Miłość to spontaniczne poruszenie serca, ale nie każde pomaga wzrastać prawdziwej miłości. Wszelkie przywiązania, szczególnie nieuporządkowane, krępują miłość, ponieważ zniewalają czy wręcz zabijają wolność. Miłość tymczasem wymaga wolności[12].

Istnieje powszechne przekonanie, że miłość polega na wewnętrznym odczuwaniu. To, czy odczuwamy, czy nie, staje się istotnym kryterium oceny rzeczywistości. Uczucie urasta do wielkiej rangi i jest odniesieniem dla wielu spraw. Trzeba powiedzieć, że iluzją jest utożsamianie uczucia z miłością[13]. Miłość nie jest jedynie uczuciem. To „decyzja, by umożliwić – na ile to możliwe – ukochanej osobie rozwój i pozostać oddanym jej niezależnie od tego, co się stanie w przyszłości. W tym sensie miłość to pewnego rodzaju praca, akt woli, który rekompensuje ogromną niepewność uczuć”[14].

Wydaje się, że współczesna cywilizacja rodzi w człowieku różne głody. Jednym z nich jest neurotyczny głód miłości, który nigdy nie zostaje zaspokojony. Osoba, która w swoim postępowaniu kieruje się takim głodem, „oczekuje miłości bezwarunkowej, choć sama nie chce nic dać”. Co więcej, wykorzystuje innych dla własnych celów (głównie, by zredukować lęk), lekceważąc ich potrzeby i nie tolerując ich odmienności. Ponadto panicznie boi się porzucenia, dlatego niejednokrotnie jest neurotycznie zazdrosna. W sumie w głębi duszy nie wierzy, że ktoś może ją pokochać, dlatego wszelkie autentyczne przejawy ludzkiej „miłości odbiera jako zagrożenie i zniewolenie”[15]. Głód miłości nie może zostać zaspokojony, ponieważ człowiekowi współczesnemu brak dobrych, głębokich i intymnych relacji. Neurotyczne potrzeby, którymi zwykle się kieruje, rodzą nienasycenie i wewnętrzną pustkę. Jak możemy zobaczyć, neurotyczne poszukiwanie miłości niczego nie wnosi, ale pogłębia wszelkiego rodzaju problemy.

 

Nieradzenie sobie z gniewem

Wewnętrzny i niezaspokojony głód miłości staje się dla człowieka drogą alienacji i autodestrukcji. Przybiera to różne formy, o których wcześniej była mowa. Przede wszystkim jednak wyraża się w zamykaniu się w sobie, oddzielaniu się od innych, krzywdzeniu i wykorzystywaniu ich. Wydaje się, że podstawowym problemem dla wielu osób jest radzenie sobie z gniewem i odczuwaną agresją. Zwykle towarzyszy temu osąd moralno-etyczny (często neurotyczny), który nie pozwala na właściwą reakcję. Gniew wyraża się zwykle spontanicznie. Często przez krzyk (podniesiony głos) lub jakiś gest (może nawet dojść do rękoczynu). Reagowanie gniewem to nierzadko ucieczka od odpowiedzialności, kiedy człowiek niezdolny jest do rozwiązania trudności. Ludzie wpadają w gniew również, gdy nie mają pewności co do słuszności własnych poglądów, ale dopuszczają, że nie mają racji.

Już Ojcowie i Matki Pustyni mówili o demonie gniewu, który dotyka i opanowuje człowieka. Ewagriusz z Pontu nazywa gniew „winem demonów”[16]. Mówi, że jest on „gwałtowną namiętnością”, „szaleńczą namiętnością i tych, którzy posiadają poznanie, łatwo psuje. Czyni duszę dzikim zwierzęciem i sprawia, że cofa się ona przed wszelkim spotkaniem”[17]. W innym miejscu Mnich z Pontu stwierdza, że „gniew jest utratą roztropności, usunięciem stałości, zaburzeniem w porządku natury, postacią przypominającą rozjuszone zwierzę, rozpalonym piecem serca; zionie ogniem, jest prawem dla popędliwości, wzburzeniem wobec konieczności znoszenia krzywd, ojcem dzikich bestii, ukrytą wojną, przeszkodą dla modlitwy”[18].

Anna Dąbrowska, podsumowując słowa Ewagriusza, pisze, że „w sercu człowieka ulegającego demonowi gniewu rośnie nienawiść do świata, ludzi i Boga. Człowiek taki stopniowo staje się podobny do bestii. Jest krytykancki, nieufny, zawzięty, oczernia innych. Ponieważ nie może zrealizować własnej wizji świata, wpada we frustrację, a ta prowadzi go do gniewu”[19].

 

 

Frustracja i pustka duchowa

Szybkość zmian społecznych, wir codziennego życia, brak czasu na refleksję oraz zasadniczy brak dystansu do tego, co się robi, prowadzić mogą do wewnętrznego wypalenia i poczucia frustracji (pustki). Szczególną ich formą jest wypalenie zawodowe, które objawia się w chorobie cywilizacyjnej, jaką jest depresja[20]. Depresja jest szczególną formą agresji skierowanej przeciwko sobie i prowadzi do powolnego samounicestwienia.

To zagubienie sensu życia tam, gdzie dotychczas był kryzys życia rodzinnego i małżeńskiego, kryzys kapłaństwa lub życia zakonnego. Wszystko to prowadzi do przeżycia wewnętrznej frustracji, która jest niczym innym jak duchową pustką i objawia się w duchowej depresji. Ewagriusz z Pontu nazywa ją acedią. Powoduje ona powolne duchowe samounicestwienie. To demon, który odbiera człowiekowi wszelki zapał i wigor życia[21].

Acedia objawia się przygnębieniem, smutkiem, brakiem motywacji do działania, brakiem zaangażowania i nadziei, zniechęceniem, wyczerpaniem, zobojętnieniem i wrażeniem duchowej pustki. To niezdolność bycia „tu i teraz”, zajmowania się tym, co właśnie jest. Demon ten dotyka całej osoby i sprawia, że pożąda on tego, czego nie ma, a nienawidzi tego, co ma. Acedia jest mieszanką frustracji i agresji[22]. Co więcej, staje się „swoistą perwersją duchową, w której «kocha się», a raczej traktuje jako zwyczajne i normalne to, do czego powinno się czuć wstręt, nie uświadamiając sobie demoniczności tego stanu”[23].

 

Droga wychodzenia z uzależnienia

 

W tym miejscu rodzi się pytanie, jak pomóc ludziom uzależnionym, aby to, co jest najgłębszym pragnieniem człowieka, nie przyjęło formy neurotycznego poszukiwania miłości, próby zaspokojenia emocjonalnego głodu tym, co go nie zaspokoi. Wydaje się, że droga ta winna być w pierwszym rzędzie procesem wewnętrznego uporządkowania potrzeb i pragnień oraz oczyszczenia ich od tego, co egocentryczne i zaborcze. Ponadto głód miłości ma swoje źródło w psychicznych zranieniach, które potrzebują uzdrowienia i zagojenia. Im bardziej uzależniony człowiek, tym bardziej potrzebuje profesjonalnej pomocy i grup wsparcia. Można z pewnością potwierdzić, że w wielu sytuacjach konieczna jest pomoc psychoterapeutyczna tak grupowa, jak i indywidualna.

Najbardziej znaną formą pomocy jest przejście drogi dwunastu kroków anonimowych alkoholików dostosowanych do formy i rodzaju uzależnień[24].

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

2. Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść przesłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Proces zdrowienia i wychodzenia z uzależnień jest długi i bolesny. Doświadczenie uczy, że nie wystarczy przejście procesu psychicznego uzdrowienia, ale że jest konieczne jednoznaczne duchowe odniesienie do Boga, który leczy całego człowieka (patrz kolejne kroki). Bez otwarcia na działanie łaski Bożej trudno mówić o pełnym wyjściu z uzależnienia[25]. Reasumując, duchowość w procesie uzdrowienia odgrywa niebagatelną rolę[26].

 

Czy i na ile można się ustrzec przed wymienionymi wyżej problemami? Kluczem może być na przykład rozwijanie swoich zainteresowań, kreowanie u młodych ludzi negatywnego stosunku do uzależnień, uczenie się postawy asertywnej czy choćby miłość, przyjaźń lub wsparcie bliskiej osoby. Inaczej mówiąc, człowiek potrzebuje prawdziwych, serdecznych i głębokich relacji, aby swoich emocjonalnych głodów nie wypełniał niczym innym. Relacje takie w procesie rozwoju przechodzą różne etapy i na nich dokonuje się powolna wewnętrzna przemiana, oczyszczenie oraz uzdrowienie człowieka w jego pragnieniach i poszukiwaniach. Nie ma innej drogi, jak droga wprowadzenia ładu i porządku we własne życie oraz świat własnych potrzeb, uczuć i pragnień.